ubieranie-choinki-z-dziecmi

Ubieranie choinki z dziećmi – jak to wygląda naprawdę

Każdego roku na kilka dni przed świętami jedziemy całą rodziną na jarmark świąteczny w naszym małym miasteczku. Dzieci wybierają najzieleńsze i zarazem najpiękniejsze drzewko, które tata bohatersko umieszcza na dachu samochodu, mocno przywiązuje i wracamy do domu cali szczęśliwi i podekscytowani. Po drodze śpiewamy kolędy i nieznane nikomu pastorałki. Kiedy dojeżdżamy na miejsce, tata zajmuje się wniesieniem drzewka do domu, a ja w tym czasie robię dla wszystkich gorącą czekoladę z kolorowymi piankami.

Dzieci grzecznie obserwują, jak tata ustawia pachnącą jeszcze lasem choinkę w salonie przy kominku, na którym notabene wiszą ogromne czerwone skarpety, czekające niecierpliwie na prezenty. Tata uśmiechem daje sygnał, że gotowe i zaczyna się wielkie dekorowanie. Najpierw lampki, następnie bombki i pozostałe ozdoby. W międzyczasie intonuję “Bóg się rodzi…”, a tata bierze “na barana” najmłodszą córeczkę, by ta zawiesiła na czubku choinki gigantyczną gwiazdę. Kiedy wreszcie wszystko jest gotowe, gasimy światło i sadowimy się na kanapie blisko siebie, pod jednym wielkim czerwonym kocem, by radować się magiczną atmosferą świąt. A nie, chwileczkę! Coś mi się popieprzyło! Tak jest tylko w hollywoodzkich filmach…

Żeby była jasność…

W temacie ubierania choinki nic (ale dosłownie NIC) nie jest takie jak na hollywoodzkich filmach… Nie ma jarmarku świątecznego (covid, wiadomo). A nawet gdyby jakiś był, to i tak byśmy tam nie jechali całą rodziną… Z moją trójką to ja nawet do Biedry się nie wybieram, bo one są trzy, a nas dwoje, czyli już na starcie przegrywamy pod względem liczebności. A jak do tego dojdzie olewcze podejście mojego męża i jego rozglądanie się za masłem w promocji, to na placu boju zostaję w pojedynkę. Zresztą nie mamy potrzeby kupować nowej choinki, bo mamy… starą. I teraz powinnam schować się ze wstydu pod wielki czerwony koc (którego nie mamy), bo nasza choinka z powodzeniem nadawałaby się na scenografię do kolejnego Grincha (czyli jednak ma w sobie coś z hollywoodzkiego filmu). Jest mała, ale tak naprawdę mała (jakieś 50 cm), do tego sztuczna i bardzo stara (jak na choinkę). Skąd się wzięła w naszym posiadaniu? To nudna i nic nieznacząca historia, którą pominę… Mamy ją i tyle! A że staramy się być eko (z większym naciskiem na “staramy”, a mniejszym na “eko”), to obiecuję ją wywalić, jak tylko wszystkie igły z niej pospadają.

Kiedy wreszcie?

Jak tylko kalendarz wskazał miesiąc grudzień i w przedszkolu moich dzieci zaczęło się odliczanie do świąt, nie było dosłownie dnia, żebym nie słyszała skomlenia o choinkę. Za pierwszym razem nie bardzo skumałam o co chodzi mojej najstarszej córce, która pokazywała w stronę szafy, na najwyższą półkę i pytała, kiedy w końcu dostanie coś stamtąd. Naprawdę trudno się było domyśleć, bo ozdoby choinkowe trzymamy w innej szafie, a tam gdzie pokazywała, schowany jest wiatrak i gazetki tatusia (nie, wcale nie porno, tylko prenumerata “Małego modelarza”). Kiedy w końcu po jej mozolnych tłumaczeniach doszliśmy, że chodzi o ubieranie choinki, postawiłam sprawę krótko i jasno: NIE. Oczywiście wiedziałam, że to niczego nie załatwi i za chwilę znowu będzie skomleć, ale ja z roku na rok jestem coraz twardsza i uodparniam się na tego typu zagrywki. Może tak jęczeć do rana…

.

Ale wróćmy do naszego filmu…

Pięć lat macierzyństwa nauczyło mnie nie lekceważyć perswazji moich córek, które prędzej czy później postawią na swoim (podobno my, kobiety, mamy to w genach). Toteż wytarganie z szafy choinki nastąpiło prędzej jak później (oczywiście!) i było to zadanie mamy (oczywiście!). Zupełnie nie rozumiem, dlaczego filmowa propaganda w kwestii świątecznych drzewek na pierwszym planie zawsze umieszcza nieustraszonego ojca rodziny. Czy ktoś widział faceta wybierającego na jarmarku choinkę, kupującego ozdoby, ubierającego tę choinkę z dziećmi, nucącego przy tym pod nosem “Wśród nocnej ciszy”? Jak żyję, taki cud mi się nie objawił… Moje dzieci od początku grudnia nie suszyły głowy tatusiowi, by ubrał z nimi wreszcie tę choinkę. Terroryzowały mnie, bo nawet one (a żyją na tym świecie zdecydowanie krócej niż ci wszyscy scenarzyści, reżyserzy czy producenci hollywoodzcy) wiedzą, że Boże Narodzenie to pod każdym względem broszka MAMY! No więc wytargałam tę choinkę z szafy… i to był pierwszy raz, kiedy ucieszyłam się, że jest taka mała!

Ubierajmy ją wreszcie!

Dzieciom nie brak perswazji, ale za to cierpliwość mają na maksymalnym deficycie. Już samo wyjęcie choinki i wszystkich ozdób jest dla nich jak wiadomość o zamieszkaniu w sklepie z zabawkami. Piski, wrzaski, okrzyki, podskoki, do tego szalone bieganie połączone z obijaniem się o wszystkie możliwe ściany. Tyle emocji, że ja mam już dość, a to dopiero początek… Oczywiście nie ma mowy o spokojnym czekaniu, aż mama poodgina wszystkie sypiące się gałązki… One to muszą zrobić i to wszystkie trzy jednocześnie! W taki oto sposób zaczynają się pierwsze kłótnie, kiedy sześć rączek równocześnie ciągnie za jedną gałązkę (rozsypując dookoła igiełki i zwiększając tym samym szanse choinki na trafienie do śmietnika jeszcze w tym sezonie grzewczym). 

Strojenie zaczyna się od światełek, a ściślej rzecz ujmując od ich odplątania. Mogłoby się wydawać, że mała choinka oznacza małe lampki, a to z kolei oznacza szybkie rozplątanie – nic bardziej mylnego! Pomysł ciągnięcia “każdy w swoją stronę” też nie jest najlepszy (chyba nawet bardziej szkodzi niż pomaga). Bombki plastikowe (kolejny eko-wstyd), ale to dobrze, bo co chwilę któraś ląduje na podłodze. A dalej to już idzie z górki… Kłótnia za kłótnią. Wyrywanie sobie ozdób. Jedna płacze, bo nie potrafi zawiesić ozdoby. Druga płacze, bo ta pierwsza wyrwała jej właśnie ozdobę (tą samą, której nie może zawiesić). Trzecia płacze, bo tamte dwie płaczą… i tak w kółko. Po chwili całej trójce się nudzi i sobie idą, a dokończyć ubierać drzewko muszę ja… sama! I to jest kolejny raz, kiedy cieszę się, że mamy taką małą choinkę. Chyba jednak zostawię ją na kolejne święta…  

Mówi się, że życie to nie bajka. Ja powiem więcej: życie to nie film! A już na pewno nie taki z kategorii świątecznych…

MERRY CHRISTMAS Mamuśki!

ubieranie-choinki-z-dziecmi-wspomnienia-jak-z-bajki

Przepraszam, czy ktoś gdzieś widział tatusia?

Czytaj: Jak skutecznie zepsuć świąteczny nastrój w 5 tradycyjnych krokach
Czytaj: 10 najpiękniejszych życzeń na Boże Narodzenie 2020
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki/

Jak udostępnisz ten wpis, to kupię Ci kucyka ;)

4 komentarze

Dodaj komentarz