rady-dla-przyszlej-mamy

Przyszła mamo! Dam Ci 5 rad, z których i tak nie skorzystasz…

Nazywam się Sylwana. Mam trójkę dzieci. Ten co ma jedno: przystanie, przeżegna się i powie, że chwali. Ten co ma szóstkę: spojrzy lekceważąco, mlaśnie i ordynarnie wyśmieje. Wprawdzie „macierzyństwa” nigdy nie studiowałam, to jednak coś tam je trochę liznęłam na przestrzeni ostatnich kilku lat. A ponieważ wszystkie matki kochają opowiadać o swoich mamuśkowych doświadczeniach (w tej kwestii nie odstaję od reszty), to i ja dzisiaj będę udawać, że pozjadałam wszystkie rozumy, a co…

W takim razie od początku: Nazywam się Sylwana. Mam trójkę dzieci. Miałam nie pouczać, nie dawać żadnych rad, ale jestem spokojna, bo wiem, że… i tak z żadnej nie skorzystasz!

Rada nr 1: Wyluzuj!

Termin porodu coraz bliżej, a Ty ściskasz nogi coraz mocniej? To nic nie da! Powiedziało się „A”, trzeba powiedzieć „B”, choć to powiedzenie nijak się ma do Ciebie, bo na koniec i tak będziesz krzyczeć „AAAA!”. Próżno szukać logiki… Boisz się porodu? Znajdź szaloną, która się nie boi! Ja miałam gacie pełne ze strachu (dosłownie i w przenośni), nawet przy swoim trzecim już porodzie! Co z tego, że dwa razy rodziłam? Gówno z tego! Dosłownie i w przenośni… Przeżyłam cesarkę, przeżyłam poród naturalny. Jedno i drugie ma swoje plusy i minusy.

Nie myśl, co Cię czeka, bo zwariujesz! Każda matka Ci powie, że o tym się bardzo szybko zapomina i to prawda! Na porodówce nie przejmuj się położnymi, lekarzami, ich durnowatymi tekstami i pretensjonalnymi spojrzeniami. Nie licz, że będziesz traktowana jak księżniczka. Olej to! Im szybciej wyluzujesz, tym lepiej dla Ciebie! Jak będziesz chodzić nabuzowana i sama siebie nakręcać, że poród to masakra – to taki właśnie będzie! Nawet jeśli w rzeczywistości nie będzie tak źle, jak mogłoby być. Zatem naparz sobie ziółek uspokajających i do dzieła! Nie bez powodu SIŁA jest kobietą…

Rada nr 2: Odpuść!

Na początku malutkie stworzenie, które z Ciebie wyjdzie, będzie spać, jeść, srać i płakać (kolejność dowolna). Kiedy trochę podrośnie, dalej będzie robić te wszystkie rzeczy, plus do tego jeszcze zacznie Cię wkurzać. Będzie trenować na Tobie wszystkie psychologiczne chwyty. Jak mawiała moja babcia: Małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot. Jesteś z góry na przegranej pozycji i lepiej pogódź się z tym już teraz!

Oprócz poskromienia małego terrorysty, na swoich barkach będziesz dźwigać ogrom obowiązków, których nikt za Ciebie nie wykona (a nawet jeśli, to oczywiście nie zrobi tego tak „dobrze”, jak Ty). Taka już matki niedola… Zawsze znajdzie się jakaś „życzliwa” duszyczka, która wygarnie Ci, że to i owo mogłabyś zrobić lepiej (zwykle jest to teściowa). Nie oczekuj rozgrzeszenia od innych, bo możesz się nie doczekać… Sama sobie daj rozgrzeszenie! U mnie najlepiej działa rozgrzeszenie „na przyszłość” – co to takiego? Ja już dzisiaj wiem, że jutro dam ciała w jakiejś sprawie, ale wybaczam sobie i od razu mi lżej na duszy! Takie to proste! Choć medalu dla Matki Roku nie dostanę… Nikt nie dostaje…

Rada nr 3: Przestań!

Przestań chodzić za dzieckiem krok w krok…
Przestań lecieć z plasterkiem za każdym razem, gdy upadnie…
Przestań porównywać swoje dziecko z dziećmi wszystkich sąsiadek dookoła…
Przestań trzymać je za rączkę podczas wspinaczki na zjeżdżalnię…
Przestań używać swojej nadludzkiej matczynej prędkości, by złapać je potem na dole…
Przestań wymyślać mu zabawy…
Przestań wpadać w panikę, gdy liczba wypróżnień Twojego dziecka nie będzie książkowa…
Przestań zaglądać za nim, co robi w każdej minucie swojego życia…
Przestań analizować każde jego przemieszczenie się z miejsca na miejsce…
Przestań myśleć, że Twoje dziecko sobie z czymś nie poradzi…
Przestań we wszystkim obsesyjnie mu pomagać…
Przestań podejmować za niego decyzje…
Przestań je wyręczać…
Przestań utrudniać jego samodzielność…
Przestań zawzięcie spoglądać spode łba na wszystkie inne dzieci kręcące się dookoła Twojego…
Przestań co sekundę je upominać o wszystko…
Mogłabym tak długo wymyślać, ale już chyba załapałaś, o co chodzi…

.

Rada nr 4: Hartuj!

Chcesz dla swojego przyszłego dziecka jak najlepiej – to oczywiste! Dasz mu miłość, szczęście, dobre wychowanie i takie tam inne cudowności… Nie zapomnij tylko o odporności! Nie wycieraj mu rączek po każdym kontakcie z piachem w piaskownicy. Niech go nawet trochę zje! Nic mu nie będzie! Nie ubieraj go w czapkę i szalik, kiedy na zewnątrz jest 20 stopni na plusie. Niech nie siedzi w domu poubierany w cztery cebulowe warstwy, bo za oknem zima. Jeśli opłaciłaś rachunek za ogrzewanie, to na pewno w mieszkaniu będzie ciepło.

Nie panikuj (a już na pewno nie wzywaj pogotowia), kiedy Twoje dziecko wybiegnie na pokryty śniegiem ogród lub balkon… Takie hartowanie jest wręcz wskazane! Żyjemy w czasach, kiedy przebywanie na świeżym powietrzu (zwłaszcza zimą) jest passè i ogranicza się jedynie do „z domu do auta” i „z auta do sklepu”. W domu ciepło, w aucie ciepło, w sklepie ciepło… Do tego cali okutani w cztery cebulowe warstwy, a wirusy i zarazki to tylko ręce zacierają… Nie oddawaj im swojego dziecka tak łatwo!

Rada nr 5: Rycz!

Im szybciej, tym lepiej! Serio! Już teraz Cię uprzedzę, że na wyjściu ze szpitala nie dają instrukcji obsługi bobasa. Co najwyżej możesz liczyć na dobre słowo personelu położniczego, bądź kilka darmowych próbek kremu do tyłka. Od tej chwili do osiągnięcia przez Twojego szkraba pełnoletności (a w niektórych przypadkach nawet dłużej) będziesz zdana głównie na siebie. Ktoś tam czasem Ci w czymś pomoże, ale bardzo szybko wyjdzie na jaw, że w przeważającej większości spraw MAMA jest niezastąpiona.

Równie szybko też uświadomisz sobie swoją bezsilność i brak cierpliwości. A gdy nadejdzie w końcu dzień, w którym nie pozostanie Ci nic innego, jak pośpiesznym krokiem udać się do łazienki, zamknąć za sobą drzwi i schować się za kiblem, to płacz kochana, ile możesz! Będzie Ci wstyd, że nie ogarniasz… że sobie nie radzisz… Nie raz do głowy nasunie Ci się myśl, że jesteś kiepską matką… To normalne! Serio! Ja tak mam niemalże codziennie… Każda z nas to przeżywa, lecz nie każda ma odwagę powiedzieć o tym głośno (niestety). Mówi się, że płacz ma działanie terapeutyczne i ja to potwierdzam, dlatego… rycz, mała, rycz!

Przeczytałaś?

Brawo Ty! Co teraz? Może nawet i z częścią tych moich rad się zgadzasz… Postanawiasz sobie, że je zapamiętasz i będziesz się do nich stosować! Na mur beton! Luz na porodówce, rozgrzeszenie „na przyszłość”, nie wciskać dziecku do rączki własnej matczynej spódnicy, pozwalać boso biegać po śniegu, a na koniec wyryczeć pod kiblem całą bezsilność macierzyńską… Proste? Napisałam na początku, że wiem, że i tak z żadnej z tych rad nie skorzystasz. Dlaczego? To już przekonasz się sama…

Jest na facebook’u taka grupa Bajeczny Świat Mamusiek, gdzie znajdziesz odpowiedzi na nurtujące Cię pytania i poznasz inne Mamuśki takie jak Ty! Razem się śmiejemy, razem płaczemy, a co najważniejsze – nikogo nie oceniamy! Dołącz do nas już teraz!
Link do grupy: https://www.facebook.com/groups/315760255968881/

Czytaj: Wyrodni starzy, czyli zbiór rodzicielskich kompromitacji
Czytaj: Mam trójkę dzieci i 8 problemów z tym związanych
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki

Jak udostępnisz ten wpis, to kupię Ci kucyka ;)

Dodaj komentarz