pokolenie-lat-70tych-i-80tych

Pokolenie lat 70tych i 80tych – jakim cudem my jeszcze żyjemy?

Jeśli dorastałaś w latach 70tych lub 80tych, to zbijam z Tobą wirtualnego żółwika, bo to oznacza, że jesteśmy z tego samego zajebistego na maksa pokolenia! No nie jest tak? Dawaj żółwia!!! 

O naszym dzieciństwie można by książki pisać… historyczne, hehe 😉 Kurcze, jak to było dawno temu! Zanim jednak odpłynę z żalem w stronę zachodzącego słońca (że niby taka stara już jestem), uderzę ręką w stół na otrzeźwienie, bo to nie jest ten moment, żeby się smutać… To jest właściwie odpowiednia chwila, by podziękować Najwyższemu za to, że jakimś cudem przeżyliśmy to nasze dzieciństwo… Lekko nie było! A może było? Na pewno było niebezpiecznie…

Niebezpieczne place zabaw

W tamtych czasach mówiliśmy na takie miejsce “plac zabaw”, ale prawidłowa nazwa w podręczniku do historii powinna zostać zmieniona na “plac zagłady”. Pamiętasz na pewno huśtanie “do podbity”, czyli do momentu kiedy huśtawka uderzy o taki specjalny metalowy ogranicznik na górze, że już bardziej huśtać się nie da. A zdarzały się huśtawki, które takiego ogranicznika nie miały… Wówczas nie brakowało śmiałków do wyhuśtania pełnego obrotu o 360 stopni! O zgrozo, ścigaliśmy się kto zrobi to pierwszy! Samobójcy… 

Pamiętam, że wszystko na “placu zagłady” było metalowe, włącznie ze zjeżdżalnią i tym torem, po którym się zjeżdża. W upalne dni można było sparzyć sobie tyłek i to dosłownie! Ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie my… a nasi starzy to już w ogóle! Dzisiaj poszliby siedzieć za takie puszczanie nas w samopas…

Niebezpieczne wakacje

Lipiec i sierpień – te dwa miesiące były zdecydowanie najniebezpieczniejszym okresem naszego dorastania. Pomyśl tylko, każdego dnia wychodziliśmy SAMI z domu na wiele godzin, bez względu na pogodę. Czy słońce, czy deszcz, czy upał, czy grad… Biegaliśmy po kałużach na bosaka, cali upaprani błotem (ręka w górę komu zdarzyło się trochę błota zjeść?).

Po całym dniu niebezpieczeństw wracaliśmy do domu obowiązkowo z nowymi siniakami i zadrapaniami. Nikt wtedy nie płakał, gdy uderzył się w paluszek. Płakaliśmy dopiero wtedy, gdy paluszek był złamany albo krew tryskała z niego tak mocno, że zwykłą babką (taką rośliną) nie dało się jej zatamować… W tamtym czasie na podwórku objawiały się pierwsze powołania do zawodu pielęgniarki czy lekarza 😉

Niebezpieczne zabawki

W obecnych czasach więcej od dostępnych na rynku zabawek dla dzieci jest chyba tylko norm, standardów i procedur, którymi obwarowana jest ich produkcja. Dawniej nikt nie zwracał na to uwagi, czy plastikowe autko wykonane jest z plastiku spełniającego jakieś tam międzynarodowe normy bla bla bla… Najważniejsze było, że autko w ogóle BYŁO! A to czy miało elementy, którymi można było się zadławić, czy było pomalowane mniej lub bardziej toksyczną farbą – mało kto się nad tym zastanawiał… Ale hej! Przeżyliśmy z tymi wszystkimi niebezpiecznymi przedmiotami w pokoju? No jasne!

.

Niebezpieczne jedzenie

Kiedy byliśmy dziećmi, coś takiego jak “zdrowa żywność” nie istniało. Nie przypominam sobie, żeby moja mama stała w kilometrowej kolejce do spółdzielczego po komosę ryżową czy jarmuż na kartki. Powiedzmy to sobie szczerze – spod lady dostawało się inne ważniejsze produkty 😉 Z kolei kiedy skombinowało się kilka lewych dolców do Pewexu (a starzy mieli gest), to dostawaliśmy “zagramaniczne” (wyj. zagraniczne) słodycze. To był kosmos! Ale czy ktoś patrzył w ogóle na skład zagęszczonego mleka w tubce czy Donalda do żucia? Zasada była prosta – jedliśmy wszystko co było akurat dostępne… i żyjemy! Było nawet coś takiego jak czekolada czekoladopodobna (dzisiaj bym jej palcem nie tknęła) i to ona prawdopodobnie zahamowała nasz rozwój jako dzieci… a nie! Jednak nie!

Niebezpieczne sporty

Do tych wszystkich niebezpieczeństw, od których dzisiaj włos na głowie się jeży, można dorzucić brak kasku podczas jazdy na rowerze czy deskorolce (o ochraniaczach na łokcie i kolana to nawet nie wspomnę). Ścigaliśmy się jak wariaty dookoła bloku, a gdy ktoś niefortunnie zaliczył glebę to cóż… Upadanie było wpisane w naszą naturę. Jeśli ktoś nie potrafił zrobić tego dobrze, to wówczas lądował w gipsie na dwa tygodnie. To nie była jakaś niewyobrażalna tragedia – to się nazywało życie…

Niebezpieczne auta

Jeśli ktoś należał do nieco wyższej klasy społecznej (czyli miał więcej hajsu niż inni), to miał… uwaga! SAMOCHÓD! Dokładnie tak! To z kolei pociągało za sobą kolejne niebezpieczeństwo w postaci wypadku samochodowego, a NIKT w latach osiemdziesiątych nie zapinał pasów w maluchu! No błagam! Po co? Ta niepisana zasada dotyczyła także dzieci… Można było rozłożyć się na tylnej kanapie i tak przejechać całą drogę do domku babci. Coś takiego jak fotelik samochodowy dla dziecka w tamtych czasach było pojęciem nikomu nieznanym. Nie ma nawet co wspominać o standardach bezpieczeństwa ówczesnych aut sprzedawanych Bogu ducha winnym obywatelom…

Niebezpieczne powietrze

Dzisiaj nasze życie zatruwa smog, a w latach 70tych i 80tych truli nas niemalże wszyscy dorośli obywatele, w tym nasi rodzice, dziadkowie, ciocie, wujkowie, nauczyciele… (mogłabym tak długo wymieniać) Truli nas w domu, w szkole, w autobusie, w pociągu, na ulicy… (to też mogłabym długo wymieniać) Nie było żadnej ucieczki od dymu papierosowego! Jak tak patrzę wstecz to cieszę się, że te czasy minęły bezpowrotnie… Mam nadzieję, że bezpowrotnie!

Podsumowanie

Zaczynam rozumieć, dlaczego jesteśmy tacy zajebiści! Pomimo tych wszystkich niebezpieczeństw, które dzisiaj (nawet mi jako matce) nie mieszczą się w głowie, wytrwaliśmy! Cholera, jesteśmy nie do zdarcia! Trochę to smutne, że współczesne dzieci nie doświadczą chociażby połowy tych rzeczy, które my robiliśmy niemalże każdego dnia… Jednak patrząc w przeszłość mam wrażenie, że mimo wszystko lepiej jest kiedy jest bezpiecznie 🙂 A Ty jak myślisz?

Czytaj: Grałaś w gumę w dzieciństwie? Powspominaj ze mną tamte czasy…
Czytaj: Mało cenzuralne wierszyki z dzieciństwa – czy ktoś to jeszcze pamięta?
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki/

Jak udostępnisz ten wpis, to kupię Ci kucyka ;)

Dodaj komentarz