nie-porownuj-dziecka-swego-do-zadnego-innego

Jedenaste przykazanie dla wszystkich rodziców – czy znasz je?

Mam wrażenie, że to można tłuc do łbów i wałkować w nieskończoność, a i tak Grażynki zrobią swoje. Będą porównywać Brajanków z Dżesikami i Dżesiki z Brajankami, i tak w koło Macieja (a na to wszystko to i Macieja porównają). Dziesięć przykazań każdy (albo prawie każdy) zna. Dzisiaj poznasz jedenaste przykazanie: Nie porównuj dziecka swego do żadnego innego. Wbij je sobie do głowy, a zobaczysz, że Twoje życie stanie się znośniejsze, a dziecko szczęśliwsze… Fajnie, co nie?

P.S. Z góry przepraszam wszystkie Dżesiki i Brajanków (oraz ich rodziców). Musicie wiedzieć, że bardzo mi się te imiona podobają, a jak byłam mała to marzyłam, żeby nazywać się Dżesika 😉 Serio! Serio!

Gotowi? Do biegu? Start!

Ilekroć na świat przychodzi jakiś Brajanek, dumny tatuś rozsyła w eter jeszcze gorące ujęcie jego sinej główki, tyle co wyjętej ze szponów macicy Grażynki. Do tego cała metryka spisana w perfekcyjnym porządku (waga, miara, urodzony siłami natury, itd.). “Wyślij do…” babci, dziadka, szwagra, wszystkich kolegów z pracy, sąsiadów, listonosza, sprzedawczyni z zieleniaka i tej wrednej baby za płotem, której córka urodziła niejaką Dżesikę dwa tygodnie temu. A Dżesika była mniejsza, mizerniejsza i do tego przez cesarkę wydobyta… Nasz Brajanek to powód do dumy! No i oczywiście na fejsie koniecznie trzeba wszystkim obwieścić dobrą nowinę! 

Nie zrozum mnie źle… Nie mam nic przeciwko takim nowoczesnym tradycjom, naprawdę! Tylko trochę boję się o mamę tej małej Dżesiki, która jest właśnie w drodze do pobliskiej księgarni, gdzie za niemałe pieniądze kupi pierwszą w swoim życiu książkę: poradnik typu “Pierwszy rok życia dziecka”. Wyścig oficjalnie rozpoczęty!

To pułapka!

Dam sobie rękę odciąć (a już na pewno paznokieć dużego palca lewej stopy), że Ty też masz egzemplarz takiego poradnika w swojej przydomowej biblioteczce… OMG! Ja też mam taką książkę! Koleżanka z pracy mi pożyczyła. Jakieś pięć lat temu. Jeszcze nie oddałam. Sorry, Aga!

To wprawdzie nie jest poziom master, bo nie porównujemy naszego malucha do bąbelka sąsiada, a jedynie do jakichś cyferek, schematów, bliżej nieokreślonych obliczeń i nic nie mówiących nam siatek. Ale powoli robi się “grubo”, kiedy nieuchronnie zbliża się magiczna granica dwóch miesięcy, a Dżesika ani razu nie wykrzywiła swoich malutkich usteczek w uśmiech.

Ale uwaga! Rodzice Brajanka mają to samo wydanie i na stronie bodajże sto dwudziestej szóstej napisano, że dwumiesięczny bobo potrafi już sam chwytać przedmioty i wkładać je do buzi! Na co wredna baba za płotem oczywiście przytakuje, bo jej wnusia Dżesika od dawna tak robi. Czyżby Brajanek był opóźniony w rozwoju? A jak to wszystko przeniesiemy na boisko internetu, to głowa mała! Dziwi mnie, że jeszcze nikt nie reklamuje porównywarki dzieci (tak jak są porównywarki ubezpieczeń czy kredytów). A może już ktoś natknął się na taki “hicior”?

A to dopiero niewinny początek…

Porównywanie zdaje się nie mieć końca! Każdy krok milowy w rozwoju dziecka jest bacznie obserwowany przez rodziców, wszystkie sąsiadki, babcie, ciocie i okoliczne suki (takie psy). Silny Brajanek wyciąga główkę wysoko do nieba, to cyk! – fotka na Insta. Mizerna Dżesika nie może być przecież gorsza! Musi pierwsza samodzielnie siedzieć! Tak, to postanowione! Od teraz każdego dnia zatroskana mamusia układa ją między poduszki, podpiera ze wszystkich stron, byleby załapała tę sztukę szybciej od Brajanka…

Ale co to? Dżesika już chodzi? A to mała ******! Biedny Brajanek taki nabity, ciężko mu się podnieść, a co dopiero zrobić pierwszy kroczek? Rykoszetem obrywa się babci, która (jak to babcia) wciska w Brajanka podwójną porcję ziemniaczków i schabowego jak dla chłopa. Po latach Dżesika i Brajanek spotykają się w szkole i podświadomie patrzą na siebie spod byka. Dlaczego? Sami nie wiedzą, ale czują, że tak powinno być. Bo jak będzie inaczej, to Ziemia się zatrzyma, gwiazdy zgasną i wstrzymają produkcję coca coli…

Historia Brajanka i Dżesiki jest oczywiście zmyślona, ale obawiam się, że podobne przypadki gdzieś we wszechświecie zdarzają się aż nazbyt często.

.

Wszystkie jesteśmy Grażynkami

Myślisz sobie: ja tak nie robię! A kto w zeszłym tygodniu pod spożywczakiem spotkał sąsiadkę z piętra niżej i licytował się z nią na to, kiedy Wasze brzdące przestały jeździć w wózku? A kto chwalił się wczoraj przez telefon przyjaciółce, że mały osesek to już tak ładnie trzyma kredkę w rączce? A kto na placu zabaw w piaskownicy dowalił drugiej matce, że być może jej mały Brajanek jeszcze nie chodzi, bo dużo kilogramów sobą reprezentuje? Ja się zgłaszam! To tylko kilka niechlubnych przykładów z ostatniego tygodnia…

I Ty też tak robisz, droga mamo, choćbyś nie wiem jak zaklinała rzeczywistość. To się dzieje samo, często bez naszej świadomej ingerencji. Uwielbiamy się chwalić swoimi pociechami. Wręcz kochamy opowiadać o naszych dzieciach wszystkim dookoła, babciom, ciociom, sukom z podwórka… Tego nie da się uniknąć! Pytania w stylu: ile Twój synek ma już ząbków? albo: czy Twoje dziecko przesypia noce? są nie do zatrzymania. 

Nawet ołówek to utrapienie

Przykazania “nie porównuj” nie da się przestrzegać w stu procentach, żeby nie wiem co się działo. Nawet jak Ziemia się zatrzyma, to będziemy to robić. Cieszymy się jak nasze małe chucherko chodzi szybciej od dziecka sąsiadki, ale i martwi nas, że później zaczyna mówić… Jak jest ponadprzeciętnie rozwinięte, to jeszcze pół biedy. Gorzej, gdy odstaje od swoich rówieśników. Wówczas matce na głowie siwe włosy rosną, bo jej mały geniusz, który świetnie liczy do stu, nie potrafi prawidłowo trzymać ołówka. Litości! Nauczy się! Znasz kogoś, kto się tego nie nauczył?

Ale matka się martwi… i można jej to tłuc do głowy młotem pneumatycznym, a ona i tak wywróci cały internet do góry nogami w poszukiwaniu sposobu: jak nauczyć dziecko prawidłowo trzymać ołówek? Z ciekawości wpisałam to przed chwilą w wyszukiwarkę i padłam na zawał! Słuchaj! Są nawet filmiki instruktażowe, jak to zrobić! Także odetchnij, mamo, jest nadzieja dla Twojego dziecka 😉

Mission: Impossible 3

Ciężko tak nigdy nie porównywać, believe me, I know (z angielska) – tak się pochwalę, że znam 😉 A jak jest rodzeństwo, to już totalnie pozamiatane! Nie ma co nawet próbować, szkoda czasu… Lepiej od razu iść rzucić się pod pociąg albo wmówić sobie, że inaczej się po prostu nie da. Ja sobie tak wmawiam… No bo niby kumam, że to trzy zupełnie oddzielne organizmy, ale przecież z jednego łona wyjęte, przez jednych i tych samych rodziców zmajstrowane… I weź tu nie porównuj, kiedy młodsza nie chce na oczy widzieć nocnika, podczas gdy starsza w tym wieku to już sikała w dorosły kibel! Sama widzisz… nawet teraz to robię! Machina ruszyła i nie sposób jej zatrzymać…

Luzujemy pończochy, Grażynki!

Tak sobie myślę, że grunt to nie popadać w paranoję… Wyścig “kto lepiej, kto szybciej, kto więcej” zostawmy tym wszystkim wariatom pokroju rodziców Brajanka i Dżesiki. Omijamy ich szerokim łukiem i nie dajemy się wciągnąć w te ich bezsensowne gierki. Zapamiętać, zapisać i (do jasnej ciasnej) stosować!

A następnym razem, gdy na imieninach cioci Krysi dowiesz się, że Dżesika Twojej kuzynki recytuje z pamięci “Pana Tadeusza”, a jest dopiero w zerówce, uśmiechnij się szeroko i pogratuluj szczerze, bo to kurde nie lada wyczyn! Każde dziecko jest inne, ale przez to wyjątkowe. Każde rozwija się w swoim tempie i pora to wreszcie zaakceptować! Kochajmy nasze dzieci najmocniej na świecie, a wszystkie inne szanujmy! 

Amen

Czytaj: Ckliwy tekst i dupa z tego!
Czytaj: Jakie pamiątki zachowałam dla swoich córek? Zainspiruj się!
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki

Jak udostępnisz ten wpis, to kupię Ci kucyka ;)

2 komentarze

Dodaj komentarz