kilka-rzeczy-na-ktore-musze-sobie-ponarzekac

Kilka rzeczy, na które muszę sobie ponarzekać

Podobno jak się człowiek wygada, to mu lżej na sercu. No to sprawdźmy to! Bo (o zgrozo!) jest kilka rzeczy, na które muszę sobie ponarzekać i zdziwisz się, ale o szaleństwie covidowym nie będzie ani słowa… 

Popisane ściany

Chciałabym móc się pochwalić moją najmłodszą córką, że tak pięknie rysuje… że ma dopiero dwa latka, a już od dawna trzyma w rączkach ołówek jak stara… że tak ładnie kreśli swoje krzywe kółeczka… Ale nie! Ani jedno słowo uznania z moich ust nie padnie! Dlaczego? Bo to moje “uzdolnione” dziecko rysuje dosłownie po wszystkim! Bazgroły małego Banksy’ego można podziwiać na ścianach we wszystkich pomieszczeniach naszego mieszkania. Największe dzieło znajduje się na ścianie w sypialni. Poza tym porysowane kredkami mamy rolety, szafki, komodę, panele w pokoju, płytki w przedpokoju, buty średniej córki, drzwi do łazienki, drzwi do sypialni, futryny… Z kolei pisakiem wybazgrolone jest biurko, przy którym powstają wszystkie moje zajefajne teksty, podkładka pod myszkę, a nawet laptop i prześcieradło na naszym łóżku. Ja się pytam – kto dał mojemu dziecku pisaki do ręki?

Nienawidzę sąsiadów z góry!

Mieszka nad nami pewna para. Kobieta i mężczyzna. Niczym szczególnym się nie wyróżniają. Są tak zwyczajni, że pewnie nawet nie zauważyłabym ich istnienia, gdyby nie to, że… w każdy cholerny piątek imprezują! Muza na full, podkręcone basy i głośne rozmowy, bo w takim hałasie przecież niczego nie słychać. A wystarczyłoby odrobinę ściszyć muzykę, prawda? Moje dzieci po przedszkolnych harcach zwykle padają chwilę po godzinie 20. Głośna muzyka odpalana po 22 wcale im nie przeszkadza. Co to, to nie! One śpią jak zabite… Problem jest taki, że to ja nie mogę wtedy zasnąć! Jeszcze jak jeden z drugim zacznie się wydzierać na całe gardło “Kolorowe sny, kiedy ja dotykam ciebie!”, to zaczynam intensywnie myśleć nad złożeniem wniosku o posiadanie broni. 

Ja naprawdę wiele rzeczy potrafię zrozumieć! Człowiek po całym tygodniu w robocie musi się odstresować. Ale czy musi przy tym stresować innych? Czy godzina 23 to najlepsza pora na sprawdzanie wydajności sprzętu grającego? Przypomnę, że mieszkamy w bloku i fajnie byłoby od czasu do czasu pomyśleć, że za ścianą (a w tym przypadku pod podłogą) też są ludzie, którzy w sobotę rano nie mają szans wylegiwać się w łóżku do południa, bo mają małe ranne ptaszki. Ludzie, zrozumcie człowieka w człowieku!

.

Dla kogo te ścieżki za miliony monet?

Zdarza mi się prowadzić samochód. Jadę ulicą, wiadomo! Czy słońce, czy deszcz, czy marzec, czy kwiecień, czy korek, czy nie… Miejsce auta jest na ulicy. No więc jadę… Prosta droga, lekko pod górkę, żadnych świateł, żadnych skrzyżowań… ale muszę zwolnić, bo sznur aut przede mną też zwalnia. Wprawdzie nigdzie się nie spieszę (dziewczyny odebrać z przedszkola jadę), ale moja polska mentalność każe mi się wkurzyć, bo oto jedzie taki jeden (facet, oczywiście!) na rowerze… po ulicy… A ścieżka rowerowa specjalnie dla niego wybudowana przez miasto za ciężkie pieniądze (jakich przeciętny Janusz w życiu na oczy nie zobaczy) kurzy się oddalona raptem półtora metra od jezdni. O co chodzi, Januszu? Po jakie farfocle zmuszasz nas wszystkich do hamowania i niepotrzebnego snucia się za sobą? Jeszcze masz pod górkę i daję słowo – wyglądasz, jakbyś stał w miejscu! Jeśli nie dowidzisz swojej ścieżki, to może lepiej zejdź z roweru!

Droga ekstremalna

Jak już uda się wyprzedzić jednego zawalidrogę, to kilkaset metrów dalej czekają na nas, kierowców, kolejne niespodzianki w postaci dziur na pół jezdni, które zrobiły się po tegorocznej zimie. Choć słowo “dziury” nie oddaje rzeczywistego klimatu, z jakim mamy do czynienia. Bardziej odpowiednie byłoby określenie “kratery” albo “bezdenna czeluść”. Można tam nie tylko urwać koło, ale całym autem się utopić! A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że cały ten odcinek drogi jest stosunkowo nowy. Jakieś dwa lata temu oficjele w gajerkach przecinali tu wstęgi i do uroczystych zdjęć z asfaltem w tle pozowali. Jak widać żaden z nich od tamtego czasu tędy nie przejeżdżał. Boshe, jakie to “polskie”! Odrobinę pociesza mnie, że Janusz na rowerze też jedzie w tę stronę… 

I jeszcze słówko do mojego męża: Trzy stopnie na plusie to nie jest ciepło!!! Więc kiedy pytam Cię, jak jest na dworze, a jest trzy stopnie na plusie, to nie mów mi, że jest ciepło. Najlepiej nie odzywaj się wcale…

No! Trochę mi lepiej 🙂 Ktoś jeszcze chciałby coś z siebie wyrzucić? Śmiało! Strefa komentarzy jest Twoja!

Czytaj: Dlaczego ojciec nie powinien pomagać matce przy dziecku?
Czytaj: Mam trójkę dzieci i 8 problemów z tym związanych
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki/

Podobało się?
Jak udostępnisz ten wpis, to kupię Ci kucyka ;)

Dodaj komentarz