jakie-pamiatki-dla-dziecka

Jakie pamiątki zachowałam dla swoich córek? Zainspiruj się!

Przyznaję bez bicia: jestem sentymentalna. Niby zgrywam twardzielkę (a przynajmniej tak sobie wmawiam) i do tego noszę wyraz twarzy w stylu „lepiej ze mną nie zadzieraj” (mąż się właśnie ze mnie śmieje). Ale tak naprawdę wzruszają mnie małe szczeniaczki (kogo nie?), a do tego ryczę jak bóbr na jednym z odcinków bajki Bluey – „Kemping”, gdzie główna bohaterka (taki w sumie szczeniaczek) poznaje drugiego pieska i… nie będę spojlerować, ale na koniec beczę za każdym razem! Na bajce! No za każdym razem! Dosłownie! Taka jestem ckliwa i sentymentalna…

Komuna Power

Z okresu własnego wczesnego dzieciństwa mam zaledwie kilka zdjęć i to takich w sumie nijakich… Raz nawet moi rodzice szarpnęli się i zafundowali mi sesję u profesjonalnego fotografa! Choć słowo „sesja” to za dużo powiedziane, bo było to raptem jedno zdjęcie (a przynajmniej tylko ono się uchowało). Ty też masz takie na pewno! W końcu taka to była komunistyczna moda… Wprawdzie zarzekają się, że jeszcze jedną rodzinną „sesję” mieliśmy zrobioną w miejskim parku, ale nikt nigdy tych zdjęć na oczy nie widział, a szkoda! Biorąc pod uwagę moją obecną sentymentalną naturę, fajnie byłoby mieć takie pamiątki! Mieć cokolwiek zachowane z własnego szczeniactwa…

Nie mogło być inaczej!

Mój obłęd na punkcie gromadzenia pamiątek zaczął się już w szkole podstawowej, kiedy skumałam się z moimi najlepszymi psiapsiółkami. Jak na wariatki przystało, robiłyśmy różne dziwne (a nawet bardzo dziwne) rzeczy, do których dzisiaj się nie przyznam, o nie! Tak czy siak, było to dla mnie w tamtym okresie mega ważne, więc chomikowałam rozmaite przedmioty, by zapamiętać te nasze wspólne chwile… i tak mam do dzisiaj! Głęboko w szafie kurzą się pudełka po butach, a w nich skarby BEZCENNE chyba tylko dla mnie, ale to mi wystarczy! Kiedy zaszłam w ciążę, pierwsze o czym pomyślałam, to żeby zachować ten moment na zawsze… a potem było już z górki!


Jakie pamiątki zachowałam dla swoich córek?

– pozytywny test ciążowy, ale uwaga: na zdjęciu!

Dlaczego na zdjęciu? Aż mi głupio o tym pisać, ale postanowiłam sobie, że będę tu z Tobą szczera (bez względu na cenę), więc Ci zdradzę… Otóż przeszło mi przez myśl, by zachować test ciążowy, ale tam przecież były moje siki! To jak to trzymać „na pamiątkę”? Przecież to obleśne! Zrobiłam zdjęcie testu i to była najlepsza rzecz, jaką mogłam zrobić, bo po kilku latach przeczytałam gdzieś, że kreski na teście i tak blakną. Więc jeśli masz schowany gdzieś swój posikany test (nie oceniam Cię), to lepiej zrób mu zdjęcie, póki jeszcze coś na nim widać…

– zdjęcia z USG

Teraz wyjdzie na jaw, jaka ze mnie wyrodna matka… Znasz powiedzenie, że przy pierwszym dziecku skacze się jak przy jajku, a każde kolejne olewa się coraz bardziej? No dobra, nie ma takiego powiedzenia… ale wiesz, o co mi chodzi? W pierwszej ciąży przez chwilę chodziłam do ginekologa prywatnie, więc zdjęcia z badań USG dostawałam bez łaski. Jednak bardzo szybko przeraziły mnie koszty wizyt i badań, toteż decyzja o przejściu na system NFZ nie była trudna do podjęcia (zwłaszcza, że mój ginekolog przyjmował zarówno prywatnie, jak i na NFZ, i wbrew powszechnym opiniom – jakość tych wizyt niczym się nie różniła). Jedyne, co było „nie fajne” to brak możliwości zabrania zdjęcia z USG do domu 🙁

Pewnie domyślasz się, jaka była dalsza historia… Kolejne dwie ciąże przebimbałam na darmowych wizytach (dusigroszka ze mnie), tak że w rezultacie tylko moja pierwsza córka ma swoje zdjęcia z USG. Dzisiaj bardzo tego żałuję! Mogłam (głupia!) pójść prywatnie chociaż raz i mieć niesamowitą pamiątkę małych fasolek… Będę się za to słono tłumaczyć za kilkanaście lat!

– pamiątki ze szpitala

Maleńkie różowe opaski, które zdobiły w szpitalu rączki moich księżniczek (mam wszystkie trzy!). Ozdobne karteczki identyfikacyjne, które każdy nowonarodzony kurczaczek miał przy swoim szpitalnym łóżeczku. Mam nawet nitkę, którą byłam szyta po cesarskim cięciu i klamerki z pępowiny (a czepiałam się posikanego testu ciążowego?).

– odciski stópek i rączek

Mam (tzn. moje córcie mają) zarówno takie gipsowe, jak i odciśnięte zwykłą farbą plakatową na grubszym papierze technicznym. Sama zobacz, jak niewiele trzeba, by zachować fantastyczną pamiątkę, za którą za kilkadziesiąt lat Twoje dziecko na pewno Ci podziękuje! Takie odciski na papierze robimy wszyscy (całą rodziną) co jakiś czas. Nie mogę się nadziwić, jak szybko te maleńkie łapki robią się coraz większe…

– zdjęcia, zdjęcia i jeszcze więcej zdjęć

Nie liczyłam, ale moje dzieci mają ich dosłownie miliony! Często jest to ta sama poza uchwycona jakieś trzysta razy (jak mawia mój mąż: któreś na pewno wyjdzie). Jestem zwolenniczką wywoływania zdjęć i wklejania ich do albumów. To moje przekleństwo! Weź teraz wywołaj te miliony, a później układaj je w albumach… Powinnam pluć sobie w brodę, ale kogo będę oszukiwać? UWIELBIAM TO! Tylko czasu, by to ogarnąć wiecznie mało…

– najważniejsze daty i pierwsze „powykręcane” słowa

W pierwszym lepszym zeszycie zaczęłam zapisywać istotne daty. Co ciekawe – pierwszą datą, jaką zapisałam na koncie Arii (mojej pierworodnej) jest „02.04.2015 – pierwsza wycieczka komunikacją miejską”. Sic! Najważniejsza pierwsza rzecz, jaką zrobiło moje dziecko! Hahaha! Potem jest już tylko lepiej: pierwszy uśmiech, pierwsze samodzielne trzymanie główki, raczkowanie do tyłu, pierwsze słowo (oczywiście „tata”), pierwszy kroczek, itd. Oprócz dat, zapisywałam także śmieszne słowa i wyrażenia, np. najstarsza na plac zabaw mówiła „papa-jaja”, a na lody na patyku „lolo-du-papi”. Takie rzeczy warto zapisać, bo za kilka lat raczej nie będzie się o nich pamiętać!

.

– pamiątki z chrztu

Tutaj sprawa jest prosta i oczywista: szatka i świeca. Za każdym razem na rodziców chrzestnych zrzucałam ciężar wyboru i kupna tych dewocjonaliów (to też ma swój pamiątkowy wydźwięk). Poza tym mam zachowane uroczyste sukieneczki, w których były chrzczone.

– ubranka

To jest mega rozczulająca pamiątka! Już teraz nie mogę się nadziwić, że moja córcia była taaaka malutka, że mieściła się kiedyś w te ubranka! Takie malutkie skarpeteczki, bodziaczki, spodenki. Rozkosz dla oczu, serca i duszy!

– włoski po pierwszym ścięciu

Pierwsza córka była u profesjonalnego fryzjera dziecięcego i oprócz ściętych włosków, dostała też pamiątkowy dyplom. Przy drugiej córce fryzjerem byłam ja! Pewnego sobotniego popołudnia zdenerwowałam się tak bardzo na jej wiecznie poplątany pukielek, że postanowiłam go własnoręcznie zgładzić. To było prawdziwe „ostre cięcie”. Te cieniutkie włoski w woreczku strunowym będą mi o tym zawsze przypominać.

– rysunki, laurki, inne prace artystyczne

Pierwszy obrazek (albo raczej pierwsze bazgrołki) to oczywiście obowiązkowa pamiątka każdej mamy! Z czasem uzbiera się tego niezła sterta. Trzeba oddzielać ziarna od plew (kiedy dziecko nie patrzy, rzecz jasna!). A kiedy zacznie się przedszkole, to już tego nie ogarniesz!

Pamięć bywa ulotna, a moja to już w szczególności! Mam bzika na punkcie tych wszystkich bibelotów, które niejedna mamuśka pewnie od razu wywaliłaby na śmietnik. Czy bardziej robię to dla siebie, czy dla moich córek – to bez znaczenia! Nawet jeśli nie jesteś tak pokręcona na punkcie wspomnień jak ja (a umówmy się, pokręcona jestem wybitnie; w końcu prowadzę bloga Wspomnienia jak z bajki), to myślę, że warto przechować dla dziecka te najważniejsze pamiątki. Kto wie, może wyrośnie kiedyś na takiego sentymentalnego potwora jak ja…

Pisz w komentarzu, co już masz zachomikowane i czy lubisz to tak bardzo jak ja?

Czytaj: Jak zrobić tablicę manipulacyjną DIY
Czytaj: Skrzywdziłam swoje dzieci nazywając je…
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki

Jak udostępnisz ten wpis, to kupię Ci kucyka ;)

2 komentarze

Dodaj komentarz