dlaczego-sciema-o-swietym-mikolaju-jest-ok

Dlaczego ściema o Świętym Mikołaju jest OK

Historia prawdziwa: 

Jako dziecko wierzyłam w wielkiego kolesia w za ciasnym czerwonym garniturze, który tajemniczym sposobem zjawiał się w nocy raz do roku, by podrzucić prezenty (choć nie mieliśmy komina). Oczywiście za każdym razem nabierałam pewnych podejrzeń, kiedy okazywało się, że mój brat też znajdował prezent od Świętego obok swojego łóżka, a wcale nie był tak grzeczny jak ja 😉 Nie no, żartuję! Dość długo łykałam kit o Świętym Mikołaju. Aż pewnego razu zupełnie przypadkowo znalazłam w szafie zachomikowane prezenty – rzekomo od białobrodego grubasa… Czy przestałam tak definitywnie w niego wierzyć? No jasne, że nie! Jeszcze przez jakiś czas próbowałam sobie to wszystko w głowie jakoś poukładać… że może to nie Mikołaj przynosi mi prezent, tylko mama, ale że Mikołaj jednak gdzieś tam istnieje i ma swoje zaczarowane renifery, które ciągną jego ogromny zadek w za ciasnych saniach… 

Dlaczego nie odpuszczałam tak łatwo?

Bo czasy PRL’u na co dzień były smutne, szare i przygnębiające… Wiem, że jakiś czas temu pisałam o tym, jak to kiedyś było fajnie i jak bardzo się cieszę, że przeżywałam swoje dzieciństwo w tamtym właśnie okresie (czytaj: Witaj w moim bajecznym świecie!), a nie w czasach obecnych – to wszystko się zgadza! Jednak moi rówieśnicy doskonale pamiętają, co to było za życie… Od jednej wypłaty rodziców do drugiej, często na debecie w banku. Na oranżadę, która kosztowała 50 groszy, składaliśmy się w osiem osób. Zabawki, które mieliśmy były zwykle dziedziczone w spadku po starszym kuzynostwie.

Mikołaj i prezent od niego to było coś naprawdę ekstra! Pomimo białej zimy za oknem (bo wtedy były zimy, nie to co teraz) świat nabierał kolorów, a w sercach kiełkowała nadzieja na lepsze jutro. Święty grubasek zwiastował pocieszenie i radość, nawet jak prezent był “taki sobie”, bo mało kiedy dostawaliśmy to, co faktycznie chcieliśmy. Bywały i takie lata, gdy Mikołaja nie było stać na zabawki. Wówczas zadowalaliśmy się paczką słodyczy z przyzakładowego funduszu socjalnego naszych staruszków. Mimo to ściema o Świętym Mikołaju to jedno z najlepszych wspomnień mojego dzieciństwa! Na pewno dlatego, że coś dostawałam, ale też dlatego, że to był wyjątkowy czas… Na ten jeden dzień czekałam z utęsknieniem cały rok! 

Z pokolenia na pokolenie

Dzisiaj to ja jestem rodzicem i z niemałą gorliwością przejęłam mikołajową pałeczkę. Ba! Z pełną premedytacją walę moim dzieciom ściemę i jestem z tego dumna! W końcu tradycja to tradycja, co nie? Zdarza mi się nawet w okresie przedświątecznym straszyć je, że Mikołaj nie przyniesie żadnych prezentów jak będą się bić, szczypać, gryźć, kłócić i wyrywać sobie kredki. Wiem, że wszystkie matkowe poradniki w stylu “Jak wychować dziecko, żeby wyrosło na człowieka”, gramolą się właśnie z zakurzonych półek w moją stronę, co by mnie zdzielić po łbie… ale cholera! To działa! Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki moje dziewczyny w jednej chwili się uspokajają i patrzą niepewnie po sobie, bo wolą nie ryzykować… To jak ja mam nie wykorzystywać takiej cudotwórczej metody? Będę się za to smażyć w piekle…

Nie taki Mikołaj straszny…

Być może masz na zakurzonej półce jeden z takich matkowych poradników i w pełni zgadzasz się z wysmarowanymi tam bzdurami… A co za tym idzie – myślisz, że jestem okropną kłamliwą kłamczuchą, bo wmawiam swoim dzieciom, że Mikołaj jest prawdziwy, a to na pewno źle wpłynie na ich psychikę i bla, bla bla… Zanim wycelujesz w moim kierunku więcej podobnych epitetów zastanów się, czy komuś naprawdę dzieje się aż taka wielka krzywda? Na świecie żyje wielu dorosłych, którzy wierzą, że po wypiciu herbatki z dużym napisem “FIT” na opakowaniu będą szczuplejsze. To dopiero jest prawdziwe zagrożenie! Bo jak się taką herbatkę przedawkuje (chcąc być “FIT” tu i teraz), to można nieźle przeczyścić swoje jelita, co nie każdemu może wyjść na dobre… Cały czas ktoś nam coś wmawia, wali ściemę bez żadnych skrupułów. Przy tych wszystkich przekoloryzowanych reklamach czy wiadomościach na TVP, Święty Mikołaj to mały pikuś!

.

Jak długo walić ściemę? 

No dobra… w końcu zaczną się pytania w stylu: “Jak Mikołaj wchodzi do naszego domu, skoro nie mamy komina?” albo “Dlaczego Mikołaj zapakował prezent w taki sam papier z bałwankami, jaki kilka dni temu kupiłaś ty, mamo?”. Co wtedy? Uciekać? Udawać, że się ogłuchło? Odesłać ciekawskich do taty? Cóż… na pewno nie panikować, bo można niechcący wystrzelić jak z procy: “Mikołaj nie istnieje! Zostawcie mnie już w spokoju!”, a to z kolei może pogrzebać beztroskie dzieciństwo i jednocześnie wiarę w magiczne kucyki raz na zawsze… Najlepsza odpowiedź na każde pytanie o brodatego kolesia z nadwagą to: “Dlaczego mnie o to pytasz?”. Zwykle uda się wyminąć od prawdziwej odpowiedzi, niekoniecznie brnąc w kolejne kłamstwa. A tak zupełnie serio, to dzieciaki w końcu same odkryją prawdę. Wcale nie trzeba im w tym pomagać. Niech to będzie stopniowy proces, na ich własnych zasadach.

Mikołaj niejedno ma imię

No to jest ten Święty Mikołaj czy go nie ma? Nie byłabym do końca szczera twierdząc, że nie mogę z całą mocą zaprzeczyć, że ściema o Świętym Mikołaju jest lub nie jest prawdziwa. Powiedzmy, że mogę z umiarkowaną stanowczością podważyć twierdzenie, że zatajam jakiekolwiek informacje o faktach bezsprzecznie potwierdzających jego istnienie lub nieistnienie… Uff, zamotałam się jak Pinokio ze Shreka! Prawda jest taka, że to ja odbieram listy od moich dzieci, które rysują (bo pisać jeszcze nie potrafią), co chciałyby dostać w prezencie na Mikołajki. Spełniam te prośby pod warunkiem, że mieszczą się w naszym domowym budżecie (a zawczasu wybijam im z głowy pomysły, które się nie mieszczą). Przez komin przeciskać się nie muszę (bo go nie mamy) i w czerwieni jakoś tak mi nie do twarzy, ale ciasteczkami i mlekiem o trzeciej w nocy nie pogardzę. Kładę te prezenty obok łóżek moich księżniczek, bezszelestnie, tak by mnie nie zauważyły i znikam.

Mikołaj, Sylwana, Beata, Gosia, Monika… Czy to takie ważne, że nazywamy się inaczej? Odwalamy tę samą robotę, z tym samym skutkiem! Z tą jedną różnicą, że następnego dnia rano znowu jesteśmy mamami i możemy zupełnie na legalu podziwiać radość na twarzach naszych dzieci, które otwierają znalezione prezenty. Bezcenne!

Cóż jeszcze mogę dodać?

Wcale nie żałuję, że nie mam wyrzutów sumienia odnośnie mikołajowej ściemy, którą każdego roku karmię moje córki. W moim przekonaniu nie ma w tym nic złego. Nikomu się krzywda nie dzieje (no może poza psychiką moich dzieci, jak rzekomo twierdzi matkowy poradnik). Ja wierzyłam w Mikołaja i raczej psychicznie nie odstaję od reszty… No dobra, może nie jestem najlepszym przykładem, ale weźmy dla porównania Ciebie – wierzyłaś w dzieciństwie w Mikołaja? Czy to odbiło się na Twojej psychice? Czy naprawdę tak bardzo źle i strasznie to wspominasz? A może masz pretensje do swoich rodziców, że Cię okłamywali? Nie? Tak myślałam…

Na sam koniec przyjmij złotą radę od profesjonalnego kłamcy: chowaj prezenty i papier pakunkowy jak najwyżej w szafie, tam gdzie nie dosięgają małe lepkie rączki i ciekawskie oczęta Twoich szkrabów… Cobyś nie wtopiła jak moja mama trzydzieści lat temu 😉

co-kupic-dziecku-pod-choinke

Czytaj: Jak skutecznie zepsuć świąteczny nastrój w 5 tradycyjnych krokach
Czytaj: Ckliwy tekst i dupa z tego!
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki

Podobało się?
Jak udostępnisz ten wpis, to kupię Ci kucyka ;)

5 komentarzy

Dodaj komentarz