co-robilas-caly-dzien

Jedno pytanie, które wku**** wszystkie matki na całym świecie

Wraca taki jeden po południu z roboty. Zmęczony, bo od rana bez ustanku na nogach. Niezadowolony, bo nie zdążył zrobić wszystkiego co sobie zaplanował. Wkurzony, bo jeden z pracowników zawalił projekt. Jutro czeka go powtórka. 

Tymczasem rozgląda się po mieszkaniu. Kuchnia zawalona garami. Zabawki porozrzucane po podłodze. Wszystkie poduszki zwalone z kanapy. Na stole miska z zaschniętym makaronem i jogurt jeszcze ze śniadania. W centrum tego bałaganu ona – matka. Jedno dziecko na kolanach, drugie gramoli się na jej głowę. Taki jeden patrzy i wtedy zadaje to jedno pytanie: “Co ty cały dzień robiłaś?

Cisza. Brak odpowiedzi.

Może nie usłyszała? Wygląda jakby jej tu nie było… Patrzy tylko w podłogę, cały czas w jeden punkt. Taki jeden myśli: Ma zły dzień. Znowu. Znowu fochy pokazuje. Siedzi w domu. Do pracy nie chodzi. O pieniądze martwić się nie musi. Przecież wszystko ma. Ale jej nie dogodzi. Pewnie znowu sama nie wie czego chce. Nawet nie próbuje wysilić się na uśmiech. Wracam z pracy, a tylko dzieci witają mnie jak należy. Ona mnie już w ogóle nie zauważa.

A ona myśli. 

Zastanawia się, co ma odpowiedzieć na to jedno pytanie. Im dłużej myśli, tym trudniej znaleźć jej wytłumaczenie, dlaczego nic nie jest ogarnięte jak należy. Patrzy w podłogę, cały czas w jeden punkt. Co robiła przez cały dzień? Taki jeden zerka raz na nią, raz na zawaloną kuchnię, raz na stół z resztkami jedzenia. Domaga się odpowiedzi tu i teraz. 

Ona tylko wzrusza ramionami.

Taki jeden nie wytrzymuje napięcia. Wybucha: „Tak ciężko było pozmywać? Jogurt niezjedzony? Naprawdę nie było czasu go sprzątnąć? Przecież to dosłownie pięć minut! A o te zabawki to zaraz ktoś się potknie! Naprawdę przez cały dzień nie miałaś czasu, by to ogarnąć?

.

Moja droga

Podnieś wysoko głowę! Ja wiem, co robiłaś cały dzień! Robiłaś dosłownie wszystko, co było w danej chwili konieczne, a nawet jeszcze więcej! 

Kiedy taki jeden zbierał się do roboty, Ty ogarniałaś dzieci o poranku. Śniadanie, toaleta, zmiana pieluchy, szykowanie ubrań do przedszkola, podanie piersi najmłodszemu bobasowi. 

Kiedy taki jeden wyszedł z domu, Ty zbierałaś jeszcze wszystkich do wyjścia. Starsze dziecko trzeba zawieźć do przedszkola, tak więc zebrać musisz całą niesforną trójkę i siebie oczywiście. Każdego ubrać, przypilnować, by zęby dobrze umyli, by pasta na buzi nie została. 

Kiedy taki jeden stał w korku, Ty schodziłaś z trzeciego piętra z nosidełkiem pod pachą, trzymając za rękę drugie dziecko i zerkając na trzecie, by nie potknęło się na schodach. Wpakowałaś wszystkich do samochodu, przypięłaś pasami, zastanowiłaś się dwa razy czy aby o niczym nie zapomniałaś. 

Kiedy taki jeden witał się z innymi pracownikami, Ty wyciągałaś wszystkie swoje dzieci z auta pod budynkiem przedszkola, uważnie pilnując, by żadne nie wybiegło na ulicę. W przedszkolu musiałaś się nieźle nagimnastykować, by odczepić najstarsze dziecko od nogi. Jak zwykle nie chciało wejść do sali. 

Kiedy taki jeden parzył sobie kawę w biurowym ekspresie, Ty ponownie pakowałaś dzieci do auta, tym razem dwójkę. Jadąc na zakupy, myślałaś nad obiadem i próbowałaś sobie przypomnieć, czego brakuje w lodówce. Na parkingu przed sklepem zaś wszystkich pasażerów musiałaś wyjąć z auta. Szybkie zakupy z nosidełkiem pod pachą. Kupa w pieluszce. Drugie dziecko standardowo zrobiło awanturę w alejce ze słodyczami. 

Kiedy taki jeden rozkładał papiery na biurku, Ty pakowałaś wszystkich i wszystko do samochodu. Który to już raz dzisiaj? W domu przebrałaś pieluchę, wypakowałaś zakupy, podałaś przekąski na stół. Zauważyłaś jogurt, którego nie zjadło najstarsze dziecko. Trudno. Liczysz na to, że w przedszkolu zje porządne śniadanie. Tymczasem najmłodsze się rozpłakało. Wzięłaś je na ręce, próbowałaś zabawić, przytulałaś, całowałaś. Kiedy wreszcie się uspokoiło, starsze zaczęło domagać się Twojej uwagi. 

Kiedy taki jeden wykonywał telefony do klientów, Ty układałaś ze starszym dzieckiem puzzle na podłodze. Wtedy uświadomiłaś sobie, że nie jadłaś jeszcze śniadania. Jak tylko się ruszyłaś, niemowlak ponownie podniósł larum. To pora jego karmienia. Zasnął przy piersi, więc mogłaś w końcu zrobić śniadanie dla siebie. Kanapka z szynką i kawa, o której marzyłaś odkąd otworzyłaś rano oczy. 

Kiedy taki jeden przekładał papiery na biurku, Ty robiłaś pranie, zbierałaś puzzle z podłogi, ścieliłaś łóżka, podlewałaś kwiatki, ścierałaś kurze w sypialni. Starsze dziecko oglądało bajki na telewizorze. Młodsze zbudziło się z płaczem. Wzięłaś je na ręce, próbowałaś zabawić, przytulałaś, całowałaś. Kiedy wreszcie się uspokoiło, starsze zaczęło domagać się Twojej uwagi. Kolorowaliście razem książeczki. To jednak szybko się znudziło. Ładna pogoda za oknem, więc postanowiłaś zabrać dzieci na plac zabaw. 

Kiedy taki jeden wkurzał się na jednego z pracowników, Ty zbierałaś wszystkich do wyjścia. Najpierw zniosłaś wózek z trzeciego piętra. Potem wróciłaś się na górę po dzieci. Młodsze na ręce, starsze za rękę. Ostrożnie na każdym stopniu. Na placu zabaw miałaś oczy dookoła głowy. Niemowlak nie chciał zasnąć w wózku, nosiłaś go na rękach przez dwadzieścia minut. Gdy dałaś starszemu znać, że pora wracać do domu, ten zrobił niemałą awanturę. Bujając na rękach małego, próbowałaś wytłumaczyć starszemu, że musisz obiad przygotować. Przypomniałaś też sobie, że prania nie rozwiesiłaś. Znowu zapomniałaś. 

Kiedy taki jeden szykował się na lunch, Ty gotowałaś obiad. Pomiędzy obieraniem ziemniaków a tłuczeniem kotletów, nakarmiłaś młodsze dziecko i przebrałaś koszulkę starszemu, bo oblało się sokiem. W tym też momencie starszy zakomunikował Ci, że nie będzie dzisiaj jadł kotleta. Postanowiłaś nie dawać za wygraną i nie robić mu nic innego. On jednak był jeszcze bardziej uparty i koniec końców ugotowałaś mu na szybko makaron. 

Kiedy taki jeden przekładał papiery na biurku popijając kolejną kawę, Ty malowałaś farbami, bawiłaś się w chowanego, przebierałaś pieluchę, opatrywałaś ranę, bo starszy nie wyrobił na zakręcie i wpadł na ścianę, podnosiłaś te same klocki z podłogi nie licząc, który to już raz dzisiaj, podawałaś pierś. 

Kiedy taki jeden wykonywał ostatnie telefony do klientów, Ty szykowałaś wszystkich po raz kolejny do wyjścia. Ubierałaś, zakładałaś buty, wycierałaś buzie, przebierałaś znowu pieluchę, bo przed samym wyjściem kupa się wydarzyła oczywiście. Schodzenie po schodach, pakowanie do auta, wypakowywanie pod przedszkolem, odbieranie starszego, pakowanie znowu wszystkich do auta, pilnowanie, by średni nie zasnął w drodze. Najmłodszy zasnął, to chwilowa ulga. 

Kiedy taki jeden wychodził z pracy, Ty wyjmowałaś z samochodu nosidełko najostrożniej jak to tylko możliwe, by nie zbudzić niemowlaka. Pozostała dwójka przepychała się na trawniku obok. Młodszy ugryzł starszego, krzyki i wrzaski na całą okolicę. Najmłodszy zbudził się z płaczem. Wkurzona zabrałaś wszystkich do domu. Wchodząc na górę po schodach miałaś ochotę uciec na drugi koniec świata. Gdy tylko zamknęłaś za sobą drzwi do mieszkania, wybuchłaś. Tym razem to Ty krzyczałaś bardzo głośno, dużo głośniej niż chciałaś. Wszystkie dzieci płakały. Kiedy się opanowałaś wzięłaś na ręce najmłodsze, próbowałaś zabawić, przytulałaś, całowałaś. Jak tylko przestało płakać, pozostała dwójka domagała się Twojej uwagi. 

Kiedy taki jeden wrócił po południu z roboty, siedziałaś w centrum bałaganu. Jedno dziecko na Twoich kolanach, drugie gramoliło się na Twoją głowę. Wszedł do domu i zadał to jedno pytanie: “Co ty cały dzień robiłaś?”

Nie zapytam Cię, ile razy słyszałaś to jedno pytanie. Zapytam Cię, ile razy pomyślałaś “nic dzisiaj nie zrobiłam”, podczas gdy zrobiłaś dosłownie wszystko, co było w danej chwili konieczne, a nawet jeszcze więcej! Podnieś zatem wysoko głowę!

Czytaj: Jedenaste przykazanie dla wszystkich rodziców – czy znasz je?
Czytaj: 30 rzeczy, które robi KAŻDA matka KAŻDEGO cholernego dnia!
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki/

Jak udostępnisz ten wpis, to kupię Ci kucyka ;)

Dodaj komentarz