Kawa zaparzona?

Siedzisz wygodnie?

W takim razie zaczynamy!

hejka - wspomnienia jak z bajki

Witaj w moim bajecznym świecie!

Niech ta nazwa Cię nie zwiedzie… Do księżniczki w bufiastej sukni i porcelanowych pantofelkach mi daleko, a mój dom w niczym nie przypomina baśniowego zamku na szczycie złotej góry. Nawet gdy bardzo mocno zmrużę oczy, wytężę na maksa wyobraźnię, jedną ręką przysłonię stertę garów łypiących na mnie ze zlewu, a drugą rozsypane po całym pokoju klocki (które daję słowo! przed paroma sekundami pozbierałam do pudełka). No cóż… Ale wiesz co?

Bardzo się z tego cieszę!

Moich luźnych dresów, przyciasnego mieszkanka i trójki niesfornych dzieciaków (czwórki, jeśli liczyć mojego męża), nie zamieniłabym na żadną inną bajkę. Chociaż każdego dnia moja cierpliwość wisi na włosku, a ja już nie raz łapałam za telefon, by zamówić taksówkę do wariatkowa (nie żartuję!), to i tak wieczorem kładę się do łóżka z myślą: eee nie było tak źle… ja żyję, oni żyją, 500 plus wpłynęło…
Ale co dalej?

Bądźmy w kontakcie!

Dołącz do ekskluzywnego grona
moich zaprzyjaźnionych Mamusiek!

Będę Cię na bieżąco informować o nowych wpisach na moim blogu,
więc od teraz nic Ci nie umknie! A ponieważ bardzo sobie cenię taki „namacalny” kontakt, to od czasu do czasu spodziewaj się ode mnie maila z NIESPODZIANKĄ!
Tak po prostu… w podziękowaniu za to, że jesteś ze mną!

Nie wahaj się ani chwili i już TERAZ zapisz się na…

…ażeby RODO nie pożarło mnie żywcem, uprzejmie donoszę, że zapisując się na listę odbiorców
(tj. klikając ten piękny różowy przycisk powyżej) dobrowolnie zgadzasz się,
że będę wysyłać do Ciebie wiadomości e-mail
Spokojnie, nie będę wysyłać Ci spamu! Twój e-mail jest u mnie bezpieczny! Śmiało, zapisz się!

POCZUCIE HUMORU

ZERO ŚCIEMY

TOTALNY LUZ

Wspomnienia jak z bajki - zdjęcie główne

Kim jestem?

Mamuśka po trzydziestce, niby taka zwyczajna, a jednak lubię o sobie myśleć wyjątkowa (kto nie lubi?). Ci co mnie dobrze znają powiedzieliby, że jestem nawet dosyć fajna, ale od początku…
Rodzice nadali mi niecodzienne imię: Sylwana. Idąc w ich ślady, jak to niektórzy mówią – „skrzywdziłam” swoje córki, nadając im równie nietypowe imiona: Aria, Kalisa i Alita. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko jedno: te imiona wybierał mój mąż.
Przytulamy się do siebie w coraz ciaśniejszym trzypokojowym mieszkaniu na przedmieściach trójmiejskiej aglomeracji. Dobrze nam się tu żyje!
Jeśli jakimś magicznym zrządzeniem losu dysponujesz czasem wolnym, poznaj moją bajeczną historię…

Taka moja filozofia na temat...

Wiem, że macierzyństwo nie jest lekką i przyjemną wycieczką po zakątkach rajskiej krainy… Media uparcie kreują obraz matki idealnej, która bez większych problemów ogarnia dzieciaki, dom, pracę, do tego ma jakieś modne i zjawiskowe hobby, a w sypialni jest dziką panterą. Jeśli taką spotkasz, przyślij ją do mnie, bo trzeba mi chałupę ogarnąć!
Cały świat oczekuje, że będziemy wychwalać uroki macierzyństwa i z uśmiechem na ustach odkładać w kółko te same zabawki na miejsce. Nie mamy prawa narzekać, nie mamy prawa się dołować, nie mamy prawa popełniać błędów… W końcu same dobrowolnie zdecydowałyśmy się na dziecko, więc do kogo teraz mamy pretensje?
Czy usłyszałaś kiedykolwiek stwierdzenie: Ty jesteś matką, powinnaś to wiedzieć? Ja się pytam: Ciekawe kur** skąd?

Sylwana Wspomnienia jak z bajki
Wspomnienia jak z bajki Alita

Jak Boga kocham...

Nigdy bym nie przypuszczała, że będę pisać bloga…
A jednak… oto jestem!
Nigdy bym też nie wpadła na to, że ktoś to będzie czytał…
A jednak… oto jesteś!

Kochana, trzymaj się mocno swojego kubka z kawą, bo to miejsce to istna jazda bez trzymanki, a ja na pewno w przyszłości zostanę Olgą Tokarczuk internetowych blogów parentingowych (nie cierpię tej nazwy!), z niewielką jednak różnicą: mniej dredów, więcej sarkazmu…

Nie może oczywiście zabraknąć pokrzepiającej myśli na koniec…
Macierzyństwo bywa frustrujące, ale RAZEM przezwyciężymy każdą przeszkodę! L.O.L. 😉

Krótki pilotaż "ale o co kaman"

Zanim na dobre pochłoną Cię jakże wciągające i budujące treści (jedne dopieszczone, inne machnięte na totalnym spontanie), poznaj najważniejsze zasady panujące w (!) MOIM (!) bajecznym świecie:

  1. Nie przypadkowo podkreśliłam, pogrubiłam i wykrzyczałam „moim” w zdaniu poprzedzającym to zdanie. Ta zasada kierowana jest głównie do tych, co żyją w błędnym przeświadczeniu, że w sieci wszystko wolno. Otóż NIE! Przynajmniej nie tutaj… Dopóki opłacam domenę i hosting z własnej kieszeni, traktuję to miejsce jako swoje. Co w praktyce oznacza tylko tyle (lub aż tyle), że piszę co chcę, jak chcę, kiedy chce i tym podobne…
  2. Kolejna zasada niejako powiązana jest z zasadą numer jeden, a mianowicie KOMENTARZE… i mogłabym na tym zakończyć, bo zdecydowana większość na pewno domyśla się „o co kaman”. Jednakowoż, tym co udają głupszych niż są w rzeczywistości, pragnę jasno i wyraźnie dać do zrozumienia, że wszystkie komentarze obraźliwe, wulgarne, przeginające ewidentnie lub irytujące mnie (tak po prostu) będą USUWANE! Nawet mi brewka nie tyknie… Za ostro? Ci, którzy to rozumieją na pewno się nie obrażą. Natomiast z pewnością oburzą się ci, których to wszystko dotyczy, ale szczerze – mam to gdzieś!
  3. Żeby nie było… masz pełne prawo do swojej opinii! Ba! Z tego miejsca namawiam Cię do manifestowania swojego punktu widzenia na poruszane przeze mnie tematy (poprzez komentowanie właśnie). Pożądana jest konstruktywna wymiana poglądów przy wzajemnym szacunku i zrozumieniu, że nie chodzi wcale o to „kto ma rację?”. Tyczy się to w szczególności tematów mamuśkowych, gdzie ile matek tyle teorii (czy to w kwestii karmienia niemowlaka, czy w sposobie rodzenia). Jedyny temat, co do którego nie przyjmuję do wiadomości żadnej dyskusji to obowiązkowe szczepienia. Wszystko inne biorę na klatę!

Uprzejmie proszę do powyższego się stosować, a jak komuś nie pasuje, to cóż… nie marnujmy naszego cennego czasu: w prawym górnym rogu ekranu jest taki mały krzyżyk (x). Klik i problem z głowy 🙂

Uff, najgorsze za nami...

Nie da się nie zauważyć, że serfujemy na podobnych falach czy jak to się mówi „jedziemy na jednym wózku”. Skoro dotarłaś do tego miejsca (co świadczy o Tobie nie najgorzej; przy okazji – gratuluję odwagi!), zostaw mi namiary na siebie, a na pewno dam Ci znać, jak tylko nowy wpis wyjdzie spod mojego wirtualnego pióra.
P.S. Od czasu do czasu wysyłam też niespodzianki!

Powiedzmy sobie szczerze: to jest tzw. blog parentingowy (nie cierpię tej nazwy!). Wpisy, które niebawem się tutaj pojawią będą krążyć gdzieś pomiędzy: „Jestem beznadziejną matką, nie patrzcie na mnie!” a „Jestem super matką, klękajcie narody!” Nie zabraknie też moich osobistych wspomnień (w końcu nazwa bloga zobowiązuje!), a i na męża na pewno sobie ponarzekam… Wprawdzie póki co jest grzeczny i jak to się mówi „ogarnia gnojowisko”, ale dobrze wiemy, że to tylko kwestia czasu, kiedy puści bąka w nieodpowiednim momencie (jestem czujna). No co? On, tak samo zresztą jak ten blog, jest (!) MÓJ (!), więc -> patrz punkt 1.

A wiesz co? Zmieniam zdanie: to jednak nie jest blog parentingowy! Zwykle takie strony prowadzą spełnione matki, które udzielają „złotych rad” dotyczących wychowania (swoją drogą ciekawa jestem, czy faktycznie same się do nich stosują). Ja nie studiowałam macierzyństwa. Zresztą niewiele wiem o tym całym „wychowaniu” – średnio co drugi dzień dochodzę do wniosku, że zwyczajnie sobie nie radzę z własnymi dziećmi, to jak (na wszystkie groszówki w moim portfelu!) miałabym pouczać innych? Owszem, może się zdarzyć, że „coś tam” doradzę przy tej lub innej okazji, ale nie będzie to nic innego jak wynik mojej osobistej nauki na własnych błędach.
Poza tym plagą blogów dla rodziców jest lista książeczek, które musi (no po prostu musi!) mieć Twoje dziecko. Lepiej! Dowiesz się, jak mądrze wybrać poduszkę ciążową (cokolwiek to jest) albo jak zrobić kisiel marchewkowy (uwaga! tylko z pięciu składników, które na pewno masz w lodówce!), a na koniec wisienka na torcie: ile kosztowały zęby takiej jednej mamy-blogerki część 1 (bez jaj! przed chwilą na własne oczy widziałam taki artykuł na jednym z najpopularniejszych blogów parentingowych w naszym kraju i HELOŁ! część 1?!).

Takich "cudów" tutaj nie będzie! Amen.

Można czytać:

nie-chce-cesarki

Tylko nie cesarka!

Ile matek na świecie, tyle opinii na temat sposobu rodzenia. Na pytanie, czy lepiej rodzić naturalnie, czy tylko przez cesarkę, ja mam swoją odpowiedź. Ty na pewno też! I choć nasze zdania mogą być r ...

ckliwy-tekst-i-dupa-z-tego

Ckliwy tekst i dupa z tego!

Mój mąż w nieskończoność marudzi, że ja nic tylko narzekam i narzekam i wiecznie coś mi nie pasuje. Mało się uśmiecham, na wszystko krzyczę i nigdy tak do końca nie jestem zadowolona. Cóż… papier na ...

dwulatek

Dwulatek

Ten blog ma być terapią, na którą normalnie nie mam ani czasu, ani pieniędzy. A że akurat dzisiaj mam kiepski dzień, to podzielę się z Tobą “rozkosznymi” momentami z mojego jakże “fascynującego” życi ...

Media społecznościowe

Chcesz więcej?
Spora dawka rodzicielskiego humoru,
głębokie przemyślenia i luźne refleksje,
trochę motywacji, trochę inspiracji,
proste rozwiązania z pozoru trudnych
problemów i wiele więcej…

Zostań Bajeczną Mamuśką!
Już dziś zapraszam Cię na wirtualną kawę!
Fantastyczna atmosfera, pełna dyskrecja,
zero ściemy i totalny luz!
Nie ma drugiego takiego miejsca w sieci!
Najlepiej wpadnij i przekonaj się sama!

Trochę prywaty…
Z nieukrywaną satysfakcją udowodnię Ci,
że można być Bajeczną Mamuśką
w nie zawsze umytych włosach,
dresach niepranych już drugi tydzień,
siedzącą na kanapie poplamionej sokiem malinowym, z trójką uśmiechniętych
i szczęśliwych dzieci na kolanach…

Jeśli jakimś cudem jeszcze Cię nie przekonałam, to

chociażby po to, by dostawać ode mnie na maila DARMOWE NIESPODZIANKI 🙂