tata-w-toalecie-mama-w-toalecie

Tata w toalecie vs. mama w toalecie (trochę śmieszne, trochę przygnębiające)

Tym jednym wpisem chciałabym uciąć wszelkie spekulacje i dywagacje na temat równouprawnienia jakie rzekomo panuje w rodzicielstwie. Cóż… NIE PANUJE! A oto dlaczego…

Tata w toalecie

Na samym początku moich rozważań chciałabym uściślić, co kryje się pod pojęciem “toaleta” w ojcowskim mniemaniu. Otóż w niniejszym akapicie słowo “toaleta” spokojnie można utożsamić z takimi pojęciami jak sanktuarium odprężenia, oaza spokoju, świątynia odpoczynku, miejsce zadumy, przybytek beztroski, ośrodek harmonii wewnętrznej, centrum równowagi psychicznej, królestwo ciszy, itp. Będę używać tych określeń naprzemiennie. 

Powodów, dla których tata kieruje swoje kroki w stronę przybytku beztroski może być wiele… Poczynając od dość oczywistych czynników typu kupa czy siku (lub oba te zabiegi jednocześnie), przez chęć złapania oddechu (niekoniecznie świeżego), tęsknotą za chwilą świętego spokoju, a kończąc na motywach nieszczególnie przyzwoitych, takich jak niecierpiąca zwłoki rozgrywka w durnej grze na telefonie. Co ciekawe, tata NIGDY nie ostrzega, że wybiera się do sanktuarium odprężenia, ani nikogo nie informuje o tym fakcie. Po prostu tam idzie… Więcej! Zamyka za sobą drzwi! Naciska na klamkę i bez żadnych skrupułów wprawia w ruch mechanizm blokujący. To może wydać się niektórym karygodne, ale tata nie widzi w tym absolutnie żadnego problemu. W końcu królestwo ciszy należy tylko do niego…

W tym miejscu warto pochylić się nad jedną dość istotną kwestią, której naukowcy powinni przyjrzeć się bliżej, bo niewątpliwie wymaga ona dokładniejszego zbadania. Otóż tata w toalecie zawsze przebywa SAM. Nikt za nim nie idzie. Nikt nie odczuwa potrzeby siedzenia na jego kolanach w czasie, gdy on oddaje mocz. Nikt nie musi układać zwierzątek od największego do najmniejszego, siedząc przy jego nogach. Nikt nie chce wchodzić do pustej wannie tylko po to, by na niego patrzeć. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że w całym domu nikt nie zauważa jego nagłego zniknięcia. Powody, dla których tak się dzieje, znane są chyba tylko dzieciom…

W swojej świątyni odpoczynku tata spędza zdecydowanie więcej czasu niż wymaga tego czynność, dla której pierwotnie się tam udał. Przyjmijmy, że tak zwana “dwójeczka” zajmuje przeciętnemu śmiertelnikowi jakieś 5-10 minut (w zależności od tego, co zjadł dzień wcześniej). Natomiast czas, w jakim tata opróżnia swoje jelita jest zazwyczaj nienormowany. Wszystko tak naprawdę uzależnione jest od długości artykułu w magazynie sportowym albo od nagłej dysfunkcji kciuka przy scrollowaniu fejsbuka. Na podstawie moich osobistych obserwacji mogę w przybliżeniu określić, że “chwila” taty w ośrodku harmonii wewnętrznej trwa przynajmniej 15 minut przy założeniu, że udał się tam tylko na siku. Ten czas oczywiście proporcjonalnie wzrasta w zależności od przyczyn, o których pisałam wcześniej…

.

Mama w toalecie

Każda mama doskonale wie, jak to wygląda i czego może się spodziewać udając się do toalety za potrzebą. Niemniej jednak pokuszę się o krótką charakterystykę tego codziennego zjawiska. To wszystko na potrzeby naukowej konfrontacji, co by mieć pełen obraz badawczy i trochę się pożalić…

Wyprawa do toalety to jeden z tych przywilejów, na który mamie brakuje czasu (podobnie jak na golenie nóg, telefon do przyjaciółki czy jogging). I o ile uprawianie seksu sportu można odkładać w nieskończoność (wiem coś o tym), to oddania moczu z wiadomych powodów pominąć się nie da, niestety… W przeciwieństwie do taty, mama udaje się do toalety tylko i wyłącznie w celu wypróżnienia, tudzież wyszorowania muszli klozetowej (lub wykonania obu tych czynności jednocześnie). Niech nikt nie odbiera mylnego wrażenia, że cisza i spokój to zbędny balast, który bez mrugnięcia okiem może spuścić w kiblu. Tylko Bóg jeden wie, jak bardzo każda matka potrzebuje się wyciszyć i opanować zdrowie psychiczne raz na jakiś czas… Jedno jest pewne: w toalecie mama ciszy i spokoju nie zazna, żeby nie wiem co… Dlaczego? Prawdopodobnie z tych samym powodów, dla których tata spędza tam długie minuty samotnego relaksu, a które są nikomu nieznane (poza dzieciakami oczywiście, chociaż one też nie do końca potrafią wytłumaczyć ten dziwny fenomen). 

W tym miejscu warto wszystkim uświadomić, że mama (z racji wykonywanej przez siebie funkcji mamy) ma bardzo ograniczone możliwości swobodnego poruszania się po mieszkaniu w pojedynkę, bez całodobowej ochrony kilkudziesięciocentymetrowych skrzatów. Każdorazowy wymarsz z jednego pomieszczenia do drugiego jest precyzyjnie monitorowany i śledzony. Wyjście do toalety nie stanowi tu żadnego wyjątku. Dokładnie tak! Mama NIGDY nie idzie do toalety sama… Mając jedno dziecko na liczniku, może spodziewać się jego obecności podczas siusiania. Z kolei wielodzietność pozwala przeżywać te “rozkoszne” chwile w zgoła liczniejszym towarzystwie. Zaczynam rozumieć, skąd wzięły się powiedzenia: “w kupie raźniej” i “w kupie weselej”.

Oczywiście mama mogłaby zamknąć się w toalecie na cztery spusty, tak jak robi to tata. To niewątpliwie rozwiązałoby kilka niedogodności… Jednakże po pierwsze musiałaby przemieszczać się szybciej od swoich dzieci, co by uciec i jeszcze zdążyć zatrzasnąć im drzwi przed nosem, a to jest mało prawdopodobne. Po drugie brałaby na siebie ryzyko wszystkich nieszczęśliwych wypadków, które pod jej nieobecność mogłyby się wydarzyć w salonie (nawet jeśli tata wyleguje się w tym czasie na kanapie). Która mama odważy się igrać z losem? No która?

Wspominałam już, że seans pod tytułem “Stolec” przeciętnie trwa jakieś 5-10 minut (swoją drogą bardzo podoba mi się to słowo, zupełnie nie wiem dlaczego). A ile czasu ma matka? Jakiś niegłupi matematyk przydałby się do obliczenia wzoru, ile czasu upłynie od przekroczenia przez mamę progu łazienki do momentu, w którym wparują do niej małe stworzenia ze swoimi niecierpiącymi zwłoki żądaniami w postaci banana, przytulasa czy zmiany bajki na telewizorze, bo akurat głupia reklama zakłóciła porządek wszechświata. Ta głupia reklama zakłóciła coś jeszcze… 

Podsumowanie

Niestety żadne logiczne wnioski nie przychodzą mi do głowy… Pozostaje chyba pogodzić się z faktem towarzystwa i asekuracji podczas oddawania moczu, stolca 😉 czy wymiany podpaski. Na pocieszenie mam te sporadyczne momenty, kiedy tata udaje się do toalety, a dzieci już tam są i wtedy krzyczy do mnie: “zawołaj je do salonu, bo muszę skorzystać”, a ja udaję, że tego nie słyszę…

Czytaj: Tylko jedno postanowienie noworoczne sprawi, że poczujesz się lepiej. Zdradzę Ci je…
Czytaj: 4 naiwne zdania, którymi karmią się matki (oczekiwania vs. rzeczywistość)
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki/

Jak udostępnisz ten wpis, to kupię Ci kucyka ;)

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny.