Zacznę grzecznie, bo pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz...

Mam na imię Sylwana (teraz zapewne jeszcze raz czytasz moje imię zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze przeczytałaś). Pozwól zatem, że powtórzę większymi literami… jestem SYLWANA i bardzo się cieszę, że to czytasz!

Kobiety o wiek się nie pyta i tego będziemy się trzymać! Napiszę krótko, że należę do tego pokolenia, które pamięta dzieciństwo spędzone na trzepaku i na graniu w gumę, kiedy Cartoon Network nadawali tylko po angielsku. Palec pod budkę, bo za minutkę zamykam budkę na złotą kłódkę… Jeśli właśnie magicznie odleciałaś myślami w przeszłość, to przybijam Ci wirtualnego żółwika, rówieśniczko!

Streszczę siebie jak tylko mogę...

(kolejność przypadkowa)
  • rozsądna blondynka
  • spokojna wariatka
  • rozrzutna dusigroszka
  • wykształcona niemota
  • kreatywny leń
  • wychudzony obżartuch

Jednym słowem (albo dwoma) jestem pełna sprzeczności – jak to baba!

Sylwana Ciepiela Wspomnienia jak z bajki
Sylwana Aria Kalisa Wspomnienia jak z bajki

Uwielbiam...

  • szum morza (ale tylko latem)
  • włochate świnki morskie (jak dorwę jakąś w swoje łapy to jestem jak Elmirka)
  • gorące kąpiele (na które nie mam czasu)
  • zielony groszek (prosto ze strączka i w hurtowych ilościach)
  • pierogi mojej teściowej (najlepsze na świecie!)

Nie lubię...

  • oglądać tenisa (nudne to jak nie wiem co)
  • słuchać, jak ktoś mówi po niemiecku (powinni tego zabronić!)
  • jak spada mi pomidor z kanapki (potem już nie smakuje tak samo)
  • oliwek (na samą myśl mnie skręca w żołądku)
  • brukselki (to złoooo w zielonej postaci)
Sylwana Wspomnienia jak z bajki

Co jeszcze?

Mam bzika na punkcie swoich włosów (poza fryzjerem nikt inny nie może się do nich zbliżać). Zbyt często wchodzę do pokoju i zapominam, co chciałam tam zrobić. Z kolei zdecydowanie za rzadko gram w badmintona. Nie miewam czasu wolnego. Od pięciu lat nie przespałam całej nocy (i mam nieodparte wrażenie, że ma to jakiś związek z moimi dziećmi). Zawsze mogę liczyć na obstawę w toalecie (jak jakaś królowa). O każdej porze dnia i nocy jestem w stanie odśpiewać „Mój mały kucyk…” (bez zająknięcia). Nigdy nie leciałam samolotem. Zaś moim największym marzeniem jest mieszkać w chatce na piaszczystej plaży, kąpać się w słońcu i żyć samym powietrzem (i może odrobinę miłością).

Jeśli jeszcze mnie nie zamknęłaś (czyt. nie kliknęłaś małego krzyżyka w prawym górnym rogu ekranu), to oznacza tylko jedno – nadajemy na podobnych falach i na pewno się zaprzyjaźnimy!

Pozwolę sobie od razu przejść z Tobą na „Ty” (zwracaj się do mnie w komentarzach i mailach w taki właśnie sposób). Pójdę nawet o krok dalej… Oficjalnie ustanawiam zasadę ZAKAZU „paniusiowania” – dotyczy ona nie tylko mojej osoby, ale wszystkich, którzy tu zaglądają (w końcu to moje królestwo i mogę robić, co mi się podoba – kto mi zabroni?).

Bądźmy w kontakcie!

Dołącz do ekskluzywnego grona
moich zaprzyjaźnionych Mamusiek!

Będę Cię na bieżąco informować o nowych wpisach na moim blogu,
więc od teraz nic Ci nie umknie! A ponieważ bardzo sobie cenię taki „namacalny” kontakt, to od czasu do czasu spodziewaj się ode mnie maila z NIESPODZIANKĄ!
Tak po prostu… w podziękowaniu za to, że jesteś ze mną!

Nie wahaj się ani chwili i już TERAZ zapisz się na…

…ażeby RODO nie pożarło mnie żywcem, uprzejmie donoszę, że zapisując się na listę odbiorców
(tj. klikając ten piękny różowy przycisk powyżej) dobrowolnie zgadzasz się,
że będę wysyłać do Ciebie wiadomości e-mail
Spokojnie, nie będę wysyłać Ci spamu! Twój e-mail jest u mnie bezpieczny! Śmiało, zapisz się!

Masz trochę czasu?

Być może jesteś chwilowo szczęściarą i Twoje małe darmozjady śpią albo dają w kość paniom w przedszkolu albo (co się zdarza tylko nielicznym) tatuś gdzieś je zabrał… (a gdzie to już nie dosłyszałaś, bo w pośpiechu pakowałaś mu wszystkie potrzebne rzeczy do torby, a w myślach modliłaś się, żeby się przypadkiem nie rozmyślił). Tak czy siak – grunt, że Ty masz spokój (zazdroszczę!). Nie sprzątaj zabawek, nie rób prania, nie myj garów, nie scroluj facebook’a bez celu…  Zrób sobie kawę (zasłużyłaś!) i poznaj moją historię…

Wychowałam się w małym mieście na południu Polski. Moje dzieciństwo było raczej zwyczajne… Do szkoły miałam pod górkę (dosłownie). Po szkole w domu kłęby dymu papierosowego były wszechobecne (takie czasy), za co jestem moim rodzicom wdzięczna (serio!), bo dzięki temu miałam dużo znajomych („uciekałam” ze śmierdzącego domu, kiedy tylko mogłam) i nigdy w życiu papierosa w ustach nie miałam i mieć nie zamierzam (napawa mnie to nie lada dumą).

Przez całą podstawówkę byłam przykładną uczennicą (wzorowe zachowanie, czerwony pasek na świadectwie i takie tam pierdoły). Pierwszy rocznik gimnazjalny, czyli króliki doświadczalne systemu oświaty (ups! teraz łatwo możesz sprawdzić, ile mam lat – nie rób tego!). Zaraz po tym jak dostałam się do wymarzonego liceum, odpuściłam naukę, zaczęłam wagarować i w końcu żyć pełnią życia (naganne zachowanie, czerwony pasek na d*** i takie tam pierdoły). Chyba nigdy nie powiem tego moim dzieciom, ale WARTO BYŁO! Potem studia zaoczne, praca za psie pieniądze (taki życiowy standard) i oto jestem…

Od przeszło 12 lat zakochana w jednym facecie...

…i chociaż ślinię się na widok Goslinga, to mam tutaj na myśli mojego męża oczywiście! Nie pamiętam dnia, w którym się poznaliśmy (i to nie dlatego, że byłam pijana – bo tak pewnie sobie pomyślałaś, nieładnie). Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce na oddziale położniczym, gdzie przyszliśmy na świat tego samego dnia (on jest dwie godziny starszy). Nie przecieraj oczu ze zdumienia – to szczera prawda (choć większość osób, którym o tym opowiadamy, tak reaguje). Wiem, wiem – niesamowita historia… Jak już nieco ochłonęłaś, to weź głęboki oddech, bo to jeszcze nie koniec dziwnych zbiegów okoliczności, jakie miały miejsce w naszym życiu… Gotowa?

Przez całe życie mieszkaliśmy w jednym bloku, byliśmy sąsiadami, nasi rodzice pracowali razem (przez jakiś czas), a my wisieliśmy na tym samym trzepaku i przesiadywaliśmy na tych samych schodach w wakacyjne dni… On jeździł na rowerze wkoło bloku, bo był „kierowcą” (taka praca), a ja w wymyślonym „domu” pod drzewem robiłam w tym czasie gołąbki z błota i liści babek (takiej rośliny). Mamy całkiem sporo wspomnień z tego okresu, choć (jak to dzieciaki) chłopaki zazwyczaj trzymali się z chłopakami, a dziewczyny z dziewczynami.

Spiknęliśmy się dopiero na stare lata (przy naszej długotrwałej znajomości, mogę tak to określić), a że znamy się od zawsze, to decyzja o wspólnej reszcie życia nie była trudna do podjęcia. Jego praca wywiała z południa na północ, nad nasze „piękne” morskie wybrzeże. Mnie z południa na północ wywiała miłość do niego. Lubię myśleć, że to przeznaczenie nas połączyło… Takie ckliwe brednie, ale jestem dziewuchą i mam do nich święte prawo!

Od tamtego czasu wszystko potoczyło się już z górki...

Ślub, kredyt, mieszkanie, pierwsze dziecko, drugie dziecko, trzecie dziecko… STOP! I tak sobie żyjemy na sześćdziesięciu metrach kwadratowych, 20 km od plaży, z dala od rodziny (co moim zdaniem ma więcej plusów jak minusów). Moje dzieci są równie kochane, co nieznośne (chciałam tu napisać upierdliwe, ale się powstrzymałam). W dobie współczesnych czasów (gdy pierwszym łakociem, jakie dziecko dostaje w swoim życiu jest truskawkowy syropek przeciwbólowy, a czapka to całoroczny element jego garderoby), jesteśmy raczej rodziną niestandardową i mało normalną. W tym miejscu najlepiej ugryzę się w język (żeby nie napisać za dużo) i w zgrabny sposób zmienię temat…

Aria
Alita

Dlaczego zaczęłam pisać bloga?

Bo to takie modne i dochodowe! Przepraszam, oplułam się parskając śmiechem… To oczywiście żart! Prawdą jest, że tzw. blogi parentingowe (rodzicielskie – dla mniej zorientowanych) zyskały w ostatnich latach ogromną popularność. Każdy może takiego bloga założyć – ja jestem tego świetnym przykładem! Niestety nie każdy potrafi pisać tak, żeby ktoś inny chciał czytać te jego wypociny… Poza tym zdecydowana większość blogów wygląda identycznie – nie tylko wizualnie, ale także pod względem zawartych tam treści. Zazwyczaj możesz na nich przeczytać o tym, jakie to macierzyństwo jest cudowne (same spełnione matki, które udzielają „złotych rad” dotyczących wychowania). Bardzo często znajdziesz tam listę książeczek, które musi (no po prostu musi!) mieć Twoje dziecko (zwykle dyktowaną przez sponsora, który sypie kasą za reklamę, więc ni jak ma się ona do faktycznego „polecenia z czystym sumieniem”). Dowiesz się, jak mądrze wybrać poduszkę ciążową (cokolwiek to jest), jak zrobić kisiel marchewkowy (uwaga! tylko z pięciu składników, które na pewno masz w lodówce!) i ile kosztowały zęby takiej jednej mamy-blogerki część 1 (bez jaj! przed chwilą na własne oczy widziałam taki artykuł na jednym z najpopularniejszych blogów parentingowych i HELOŁ! część 1?!).

Jeśli szukasz informacji tego typu, to zapewniam Cię, że tutaj ich nie znajdziesz!

Pewnie zastanawiasz się, co mnie (nie) wyróżnia?

Jestem rodzicem, który bardzo często popełnia błędy. Nie studiowałam macierzyństwa jak idealne matki. Mówiąc szczerze, niewiele wiem o tym całym „wychowaniu” – średnio co drugi dzień dochodzę do wniosku, że zwyczajnie sobie nie radzę z własnymi dziećmi… i nie boję się mówić o tym głośno! Cały czas jednak szukam rozwiązań moich przyziemnych problemów (które założę się, że Ty też masz). W moim słowniku (na całe szczęście!) brakuje słowa „perfekcyjna”. Ba! Jestem dumna z tego, że nie jestem idealną mamą! Moim zdaniem takie matki nie istnieją, ale gdybyś jakimś cudem jedną spotkała, to koniecznie przyślij ją do mnie, bo trzeba mi chałupę ogarnąć!

Pamiętasz, jak na początku napisałam o sobie, że jestem pełna sprzeczności? Powstanie tej strony jest chyba najlepszym na to dowodem… Paradoksalnie (tylko się nie śmiej!) założyłam bloga Wspomnienia jak z bajki po to, aby oderwać się od codziennej rutyny i na chwilę zapomnieć o kupach w pieluchach, ciągłym obieraniu jabłek i poszukiwaniu zaginionych skarpetek. Wiem – brzmi niedorzecznie… bo jak zapomnieć o dzieciach i „mamusiowaniu”, pisząc o dzieciach i „mamusiowaniu”? To jest bardzo dobre pytanie! A jak chcesz poznać na nie odpowiedź, to musisz koniecznie zagłębić się w treści tu zawarte! Gwarantuję Ci, że sama zapomnisz o bananie rozciapcianym (i zaschniętym) na dywanie i o naczyniach w zmywarce, które wczoraj miał wyjąć Twój mąż, ale zapomniał (taaa, jasne!). Takie zwyczajne sprawy, bez których mama to nie Mama…   

Jak sama widzisz, moje życie nie jest doskonałe i nigdy nie będzie.
Macierzyństwo zaskakuje mnie dosłownie na każdym kroku.
Ciebie też?
Nic się nie łam!
Pamiętaj, że nie jesteś sama!
Nie wierzysz?

Dołącz do grupy Bajecznych Mamusiek na facebooku i poznaj Mamuśki takie jak Ty!

Co tutaj znajdziesz?

Moje niebanalne spojrzenie na prozaiczne tematy bez zbędnej monotonii (10 minut główkowałam nad tym zdaniem, ale warto było, bo trafia ono w samo sedno!). Poza tym sporo poczucia humoru i jeszcze więcej sarkazmu (to pewnie już zauważyłaś). Wszystkie tematy tabu biorę na klatę! Piszę jak jest, bez owijania w bawełnę… Wpisy, które niebawem się tutaj pojawią będą krążyć gdzieś pomiędzy: „Jestem beznadziejną matką, nie patrzcie na mnie!” a „Jestem super matką, klękajcie narody!” Może się tak zdarzyć, że „coś tam” Ci doradzę przy tej lub innej okazji, ale nie będzie to nic innego jak wynik mojej osobistej nauki na własnych błędach. Nie zabraknie też moich prywatnych wspomnień (w końcu nazwa bloga zobowiązuje!), a i na męża na pewno sobie ponarzekam… Wprawdzie póki co jest grzeczny i jak to się mówi „ogarnia gnojowisko”, ale dobrze wiemy, że to tylko kwestia czasu, kiedy puści bąka w nieodpowiednim momencie (a ja jestem czujna).

Ale... (bo zawsze jest jakieś "ale")

Jak bardzo bym nie psioczyła na moje darmozjady (mam tu na myśli dzieci i męża), to prawda jest taka, że ubóstwiam ich ponad wszystko!
AMEN!

DOŁĄCZ DO MNIE!

Chcesz więcej?
Spora dawka rodzicielskiego humoru,
głębokie przemyślenia i luźne refleksje,
trochę motywacji, trochę inspiracji,
proste rozwiązania z pozoru trudnych
problemów i wiele więcej…

Niczego nie przegap!
Będę Cię na bieżąco informować o nowych wpisach na moim blogu, więc od teraz nic Ci nie umknie! A ponieważ bardzo sobie cenię taki „namacalny” kontakt, to od czasu do czasu spodziewaj się ode mnie maila z NIESPODZIANKĄ! Tak po prostu… w podziękowaniu za to, że jesteś ze mną!

Trochę prywaty…
Z nieukrywaną satysfakcją udowodnię Ci,
że można być Bajeczną Mamuśką
w nie zawsze umytych włosach,
dresach niepranych już drugi tydzień,
siedzącą na kanapie poplamionej sokiem malinowym, z trójką uśmiechniętych
i szczęśliwych dzieci na kolanach…