nigdy-nie-chcialam-miec-dzieci

Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Czego się bałam?

To jest nie do pomyślenia! Kobieta Polka NIE-MATKA? To tak w ogóle można? To legalne? Jedną z pierwszych zabawek, jakie dostaje mała dziewczynka jest oczywiście lalka. Też miałam jedną jedyną (dzieciństwo w czasach PRL, sama rozumiesz), której bardzo szybko wydłubałam oko. Czyżby to był zwiastun moich późniejszych poglądów na macierzyństwo? Moje córki, jak przeczytają kiedyś ten tekst, to podejrzewam, że padną ze śmiechu! Dlaczego? Bo nigdy nie chciałam mieć dzieci

Jeszcze zobaczymy…

W czasach licealnych (kiedy to było?) wmawiałam sobie, że NIGDY nie będę mieć dzieci. Uparcie powtarzałam to sobie, mojej mamie, koleżankom i wszystkim dookoła… Moja mama śmiała się wtedy ze mnie i powtarzała to swoje zrzędliwe: „no, no, jeszcze zobaczymy”. Słyszałam to wielokrotnie przy okazji tematu palenia papierosów, które moja mama pochłaniała jak smok (co zresztą robi do dzisiaj), choć zapiera się, że w każdej chwili mogłaby z tym skończyć, ale nie chce (taaa, jasne!). Kiedy dostawała ode mnie ochrzan, żeby przy mnie nie smrodziła, to zwykle w odpowiedzi rzucała mi przez usta zaciskające odpalanego właśnie papierosa: „zobaczysz, ty też będziesz kiedyś palić”. Tak mi tym hasłem wjechała na ambicję, że zaparłam się rękami i nogami, jak tylko mogłam, i do dnia dzisiejszego (jak Boga kocham!) nie zapaliłam ani jednego papierosa! Nie żartuję! Nigdy nie paliłam i już palić nie będę! Udowodniłam, że potrafię postawić na swoim i jestem z tego mega dumna! Tak samo miało być z posiadaniem dzieci

Przecież poród tak strasznie musi boleć!

Jak tak sobie teraz przypominam tamte beztroskie lata młodości, to niechęć do posiadania dzieci wcale nie wiązała się z samymi dziećmi jako tako. Nie chodziło o to, że ja dzieci nie lubię czy wręcz nie znoszę, dlatego postanawiam ich nie mieć… Moja rodzina nigdy nie była (jakby to delikatnie ująć) zbyt familijna, toteż poruszaliśmy się głównie we własnym gronie. Rzadko odwiedzały nas jakiekolwiek ciocie, a nawet jeśli już jakaś „zabłądziła”, to nie miała ze sobą małych dzieci na karku. Widok bobasa był mi znany tylko z reklamy słoiczków Gerbera.

Byłam za to święcie przekonana, że poród boli jak cholera! Tego jednego byłam pewna, choć w sumie nie znałam nikogo, kto miałby to doświadczenie już za sobą (nie licząc mojej mamy, ale kto ze starymi o takich rzeczach rozmawia?). Poród musi boleć. Kropka. O samej ciąży nie myślałam w ogóle… Ani o tym, co będzie przed, ani o tym, co miałoby być po urodzeniu dziecka. Obsesja na tym jednym punkcie (P-O-R-Ó-D) była na tyle silna, że zamroczyła mi wizję wszystkich innych aspektów związanych z posiadaniem dzieci. W głowie miałam tylko: „Jak to? Ja mam się dobrowolnie godzić na takie męki? Na pewno nie w tym życiu!”

Bo do tanga trzeba dwojga…

Historię „poznania” mojego męża pewnie już znasz… a jeśli nie, to możesz ją przeczytać tutaj. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że do posiadania dzieci potrzeba przecież dwojga… Nigdy nie zarzekałam się, że nie chcę mieć męża. Chodziło się w młodości z jednym czy drugim chłopakiem, więc gdzieś tam w domyśle była wizja ustatkowania się (okropne słowo!). Marzenia o rycerzu na białym koniu to zdecydowanie była moja bajka, choć w żadnym z odcinków nie występowały dzieci.

Przed ślubem pasowało pogadać szczerze o ważniejszych sprawach, a kwestia dzieci to w małżeństwie zdecydowanie ważny temat. Nie dało się go pominąć… Byłam  już doroślejsza, więc etap gówniarskiego zapierania się „nigdy w życiu” miałam dawno za sobą (nie dotyczy to papierosów, co do których zapieram się po dziś dzień). Obraz porodu w dalszym ciągu malował się ciemnymi barwami, ale przestał być najważniejszy. Mój pierwszy i obecny mąż nie wykazywał absolutnie żadnej presji, że musi mieć dzieci i basta! W drugą stronę, nie zarzekał się też, że za żadne skarby mieć ich nie będzie. Miałam wówczas podobny pogląd, więc w tym jednym się zgadzaliśmy. Wzięliśmy ślub z miłości do siebie nawzajem, bez konkretnych planów na przyszłość. Czasem żartowaliśmy sobie, że będziemy mieć kiedyś dwóch chłopców i domek na plaży – nic z tego się nie spełniło…

.

Wszędzie dookoła tylko te dzieci!

Moja rodzina w ogóle nie była familijna, za to rodzina mojego męża wprost przeciwnie. Tam to dopiero dawali po garach! Ciocie, wujkowie, bracia, siostry, wszyscy nagle mieli małe dzieci… Wprawdzie mieszkaliśmy już daleko od nich, ale jak tylko przyjeżdżaliśmy w rodzinne strony, to każdego trzeba było odwiedzić, pokazać się… Wówczas próbowali mi wciskać te bobasy na ręce! Całe szczęście – jestem asertywna, to sobie nie dawałam. Zawsze wtedy mówiłam, że się boję i tak faktycznie było. Bałam się malutkich dzieci. Nawet za blisko do nich nie podchodziłam. Starałam się nie patrzeć w ich stronę. Każdy się podniecał, jakie słodkie, jakie malutkie… Godzinę trwał zachwyt nad kilkoma czarnymi piórkami na główce, z którymi mały kajtek przyszedł na świat. O niczym innym się nie mówiło! A ja siedziałam taka bezdzietna i nawet potakiwanie głową na to wszystko mnie w końcu znudziło…

„Ten” moment

Pewnie się zastanawiasz, jak to się stało, że zostałam Bajeczną Mamuśką trzech dziewczynek? Świetne pytanie! Skąd się biorą dzieci, to zapewne wiesz… Żeby nie było niedomówień – ja też wiedziałam! Powiem więcej: nasza pierwsza córka była PLANOWANA (strasznie to brzmi). Dlaczego zmieniłam zdanie odnośnie posiadania dzieci? Głupio się do tego przyznać, ale… raz kozie śmierć! Siedzieliśmy sobie raz z mężem na kanapie w naszym „ogromnym” mieszkaniu, oglądając Rozmowy w toku (ktoś to jeszcze pamięta?) i doszliśmy do wniosku, że pasowałoby „to wszystko” komuś zostawić w spadku. Wspomniałam wcześniej, że mieszkamy daleko od rodziny – to też niewątpliwie wpłynęło na naszą decyzję. Zamiast spędzić całe życie we dwójkę (ale mimo wszystko samotnie), zdecydowaliśmy się podjąć pewne przyjemne starania o nowego członka naszej rodziny. Jak to się potoczyło dalej, możesz przeczytać tutaj. W tym jednym momencie wizja tragicznego porodu przestała obowiązywać. Dalej miałam cykora brać małe bobasy na ręce, ale to (jak za odjęciem magicznej różdżki) zmieniło się w chwili, gdy dostałam w ramiona swoje małe dzieciątko. Może tak właśnie wygląda instynkt macierzyński, któż to wie?

Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Tak było! Nie zamierzam zaklinać przeszłości i przeć w zaparte, że nigdy tak nie myślałam… Moja najstarsza córka już teraz mówi, że nie chce być mamą, a ma dopiero 5 lat! Widzi moją bliznę po cesarskim cięciu i boi się, że pan doktor będzie przecinał jej brzuszek. A ja myślę sobie: „no, no, jeszcze zobaczymy”.

A jak było z Tobą? Od zawsze wiedziałaś, że będziesz kiedyś mamą czy (tak jak ja) nigdy nie brałaś tego pod uwagę? Podziel się swoimi wspomnieniami w komentarzu!

Czytaj: Ciąża, ciąża i ciąża
Czytaj: „CHYBA RODZĘ”, czyli mój pierwszy raz na porodówce
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki/

PODZIEL SIĘ tym wpisem!

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny.