mam-trojke-dzieci-i-8-problemow-z-tym-zwiazanych

Mam trójkę dzieci i 8 problemów z tym związanych

Czy ktoś Ci kiedyś mówił, że posiadanie trójki dzieci właściwie niewiele się różni od wychowywania dwójki? Cóż, nie tak dawno temu sama miałam dwójkę. Teraz mam o jedno dziecko więcej na liczniku i mogę na to odpowiedzieć tylko jedno: B-Z-D-U-R-A! Mam trójkę dzieci i 8 problemów z tym związanych

Problem nr 1: Dwa ramiona

Matematyka to twarda suka! Ani nawet na chwilę biednej matce nie odpuści… Ja jestem jedna, one są trzy. Ja mam tylko dwa ramiona, a ich jest dalej trzy. Jak to pogodzić? Teoretycznie najmłodsza powinna mieć pierwszeństwo z racji tego, że jest… najmłodsza (?), no i trochę też dlatego, że niewiele kuma z tego całego życia i zasad w nim obowiązujących. Ale wtedy do akcji wkracza średnia, która też nie do końca rozumie, dlaczego mama przytula jej młodszą siostrę, a nie ją… Ogarniam to i przytulam obie. Ale mam jeszcze jedno dziecko, które w tym czasie siedzi smutne w kącie i zerka na nas z miną pobitego psa. Ją też bym chciała przytulić, ale te dwie, które już mam, nie chcą się ode mnie odczepić. Sytuacja bez wyjścia…

Problem nr 2: Moja waga (za żadną cholerę) nie chce iść w dół

Z pierwszym dzieckiem w ciąży przytyłam minimalnie. Wyszłam ze szpitala w dżinsach, które nosiłam przed zajściem w ciążę. Nieźle, nie? Moja waga błyskawicznie wróciła do normy, a nawet schudłam (bo karmienie piersią wyciąga). Za drugim razem też nie było tak najgorszej… Wprawdzie powrót do normalnej figury zajął mi trochę więcej czasu, ale liczy się sukces!

To co? Do trzech razy sztuka? A gówno prawda! Moje ciało błędnie odczytało moje intencje, bo najwyraźniej wydaje mu się, że skoro ja tak bardzo lubię zachodzić w ciążę to znaczy, że podobają mi się dodatkowe kilogramy. To nic, że na każdym kroku (choćby mnie nikt nie pytał) podkreślam, że ja już NIE CHCĘ MIEĆ WIĘCEJ DZIECI i nawet odsuwam się od cudzych, które kręcą się za blisko mnie… Spodnie, które kiedyś wisiały na moim tyłku, teraz ledwie go pomieszczą. Nie wspomnę już o boczkach, które wylewają się nawet jak nie mam na sobie majtek. Kumasz to? Nie mają z czego się wylewać, a i tak się wylewają! Dramat!

Problem nr 3: W nocy muszę wstawać do całej trójki, oczywiście!

Moje dzieci nigdy nie należały do tych cudownych (nieistniejący) stworzeń, które po czwartym miesiącu życia przesypiają całe noce. Najbardziej do wiwatu dała nam najstarsza córka, która pierwszą w swoim życiu całą przespaną noc zaliczyła mając trzy lata. A w tym czasie na świecie była już nasza druga córka, która też długo się budziła. Kiedy z kolei te starsze zaczęły jako tako przesypiać noce, urodziło nam się trzecie dziecko. Śmiało! Zapytaj mnie, ile razy do nich wstaję w nocy? Ostatnio z mężem doszliśmy do wniosku, że jest z nami źle, skoro rano pijąc kawę do śniadania stwierdzamy zadowoleni, że to była dobra noc, bo dziewczyny budziły się tylko pięć razy… gdzie zwykle wstajemy do nich jakieś pierdylion razy! Cudownie!

Problem nr 4: Syndrom średniego dziecka

Z trójką dzieci jest tak, że siłą rzeczy jedno jest najstarsze, drugie średnie, a trzecie najmłodsze (chyba że ma się trojaczki albo bliźniaki w tej gromadce, to już tylko krzyżyk na drogę i kondolencje). No więc… na kogo wypadnie, na tego bęc! To żadna jej wina, że jest tym dzieckiem “po środku”. Dopóki była najmłodsza to istny aniołek. Słodycz tryskała z niej na wszystkie strony. Chodziliśmy wokół niej jak zaczarowani. Nawet obcy ludzie na ulicy zatrzymywali się i gratulowali nam takiego skarbu! Teraz jest tym dzieckiem “po środku” i jej życie jest pełne dramatów. Parówka za zimna? Furia! Parówka za ciepła? Jeszcze większa furia, bo ona przecież nie będzie czekać! Nie dostanie plastra na palec, w który się uderzyła, ale nie ma po tym najmniejszego śladu? Atak szału! Dostanie ten cholerny plaster, bo matka jest na psychicznym wyczerpaniu – też źle! I tak CAŁY… BOŻY… DZIEŃ… 

Problem nr 5: Samochód

Póki była dwójka, nie było żadnego problemu! No może tylko jeden związany z kopaniem butami w przednie fotele, kiedy moim córkom zaczęły rosnąć nogi, ale poradziliśmy sobie z tym (kupiliśmy Skodę). Inny problem pojawił się, gdy moje trzecie dziecko (nawet nie wiem kiedy) wyrosło z nosidełka i przeniosło się na pełnoprawny fotelik samochodowy. Teraz kiszą się z tyłu jak trzy śledzie w konserwie i na to już nic nie można poradzić… To znaczy jest jedno rozwiązanie: kupić autobus. Ale to dopiero po moim trupie…

.

Problem nr 6: Zabawki (*westchnienie*)

Chyba się ze mną zgodzisz, że w dzisiejszych czasach dzieciaki mają wszystkiego ZA DUŻO! Jacyś tam psychologowie są zdania, że jest to pokłosie komuny, kiedy nie było niczego… i że teraz my, rodzice (wychowani w tamtych smutnych czasach) staramy się, by naszym dzieciom nic nie brakowało i tak dalej, i tak dalej… Na tę samą chorobę cierpią dziadkowie, wujkowie, ciotki i wszyscy dorośli. Stąd przeświadczenie, że nieważne czy okazja jest czy jej nie ma – prezent dziecku trzeba dać! No i spoko… Tylko mając trójkę dzieci te zabawki mnożą się jak grzyby po deszczu. Wszystko dostają w potrójnej ilości, bo każda musi mieć swoje puzzle, swoją laleczkę LOL, swoją kolorowankę, swoje klocki i tak dalej, i tak dalej…

Wiem, że to brzmi strasznie, bo narzekam jakie to moje dzieci mają dostatnie życie, ale tak naprawdę najbardziej przeraża mnie fakt, że one się tymi zabawkami w ogóle nie bawią. Nie potrafią ich docenić, bo mają ich ZA DUŻO!!

Problem nr 7: Brak funkcji “roztrojenia się”

No przecież się nie rozdwoję – powiedziała kiedyś matka mieszająca zupę w garze do swojego jedynego dziecka, które przyniosło jej pilota, bo nie chciało już dłużej oglądać Tomka i jego przyjaciół. Frustrujące… Ja (nie chwaląc się) opcję “rozdwojenia się” mam opanowaną do perfekcji! Kanały w TV zmieniam nie patrząc na telewizor, a jak trzeba to zupę zamieszam łyżką trzymaną między zębami.

Problem pojawia się, kiedy wszystkie trzy pilnie wymagają mojej uwagi i to w jednym czasie. Stwórca, wyposażając kobietę w trójkę dzieci, najwyraźniej zapomniał włączyć jej funkcję “roztrojenia się”. Tak bardzo chciałabym mieć pewność, że moje dzieci są zawsze bezpieczne, najedzone, czyste i szczęśliwe… Ale zwyczajnie nie mam możliwości, aby każdej z osobna poświęcić tyle uwagi, ile bym chciała i ile one potrzebują 🙁 Kąpanie trójki dzieci poniżej szóstego roku życia zajmuje duuużo czasu. Pierwsza, która wyjdzie z wanny automatycznie domaga się kolacji, bo jest już głodna, ale zanim jej cokolwiek zrobię, muszę wyjąć z kąpieli pozostałą dwójkę. Albo taka sytuacja: nagle jakiś dziwny hałas dobiega z drugiego pokoju, a po nim wrzaski i krzyki wniebogłosy. Każda matka rzuciłaby wszystko i poleciałaby sprawdzić, co się dzieje… Tylko matka trójki dzieci akurat w tym czasie nie może się ruszyć, bo wyciera kupę z pleców najmłodszego dziecka. (*westchnienie*)

Problem nr 8: Nic na to nie poradzę…

Zawsze kiedy myślę, że człowiek powinien mieć tyle dzieci, ile ma gałek ocznych (nie więcej!), mój mąż przyprowadza z przedszkola dwie starsze łobuziary. Najpierw pięciolatka cała podjarana wręcza mi obrazek blond-piękności z napisem “MAMA” i mnóstwem serduszek dookoła. A to okropne dziecko “po środku” nawet butów nie zdejmie, tylko wbiega z impetem do salonu i rzuca się na moją szyję, serwując mi najdłuższy uścisk EVER. Z kolei dwulatce zdarza się głaskać mnie po policzku i dukać po cichu: “o-cham” (co w jej języku znaczy “kocham”). I nie ma znaczenia, że jest czwarta nad ranem… To wszystko wzrusza mnie bardziej niż kiedykolwiek sądziłam, że będzie to możliwe… Ale niech mi ktoś tylko powie, że czwarte dziecko niewiele zmieni w naszym życiu, to go zdzielę po pysku bez ostrzeżenia!

Czytaj: Ckliwy tekst i dupa z tego!
Czytaj: Żaden trzylatek Ci tego nie powie (choć bardzo byś chciała)
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki

Jak udostępnisz ten wpis, to kupię Ci kucyka ;)

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli wpiszesz swój adres email to NIE będzie on widoczny przy Twoim komentarzu. Tylko ja go zobaczę ;)