macierzynstwo-ciemna-strona-mocy

Macierzyństwo – ciemna strona mocy

Usiadłam, w końcu… Nawet nie patrzę w stronę kuchni, która woła rozpaczliwym szlochem, by ogarnąć gary jako tako. Wbijam za to wzrok w mało gustowne dresy, które mam na sobie od wtorku. Próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio je prałam. Odpowiedź wcale mnie nie zaskakuje. Koszulka kreuje podobną historię… Dzięki Bogu za antyperspiranty, bez których byłoby naprawdę nieciekawie. Kręgosłup mnie naku*wia boli w każdym możliwym miejscu. W sumie to boli mnie chyba wszystko!

Zegar nie wybił jeszcze południa, a ja słyszałam zawodzące „maamooo!” już jakieś milion trzysta razy (przestałam liczyć). Moja cierpliwość dawno spakowała manatki i wyprowadziła się gdzieś hen. Jej miejsce zajęła monotonia, która z każdym dniem wadzi mi coraz mniej. Chyba zostaniemy dobrymi przyjaciółkami, bo zdaje się, że nie przeszkadzają jej moje dzieci… Nastała ta „niesamowita” chwila, w której albo wyrzygam z siebie, co mi się (mówiąc delikatnie) nie podoba w tym całym macierzyństwie, albo wyrzucę któreś z dzieci przez okno. Wybieram to pierwsze (telefon do opieki społecznej odłóż na inny dzień).

Tylko Ty sobie nie radzisz

Co myślisz, kiedy słyszysz słowo „macierzyństwo”? Radość? Szczęście? Spełnienie? Cudowna podróż pełna miłości i pozytywnych zaskoczeń na każdym kroku? Tylko spróbuj powiedzieć inaczej, to wszyscy dookoła zjedzą Cię bez ani jednego mlaśnięcia! Masz czasem dość swojego dziecka? Jak Ci nie wstyd! Czujesz, że zaraz zrobisz krzywdę jemu albo sobie? Jak możesz tak w ogóle myśleć? Twoje dziecko wydziera się wniebogłosy, bo nie chcesz mu kupić gumy rozpuszczalnej? Nie potrafisz go wychować! Mówisz mu, że idziemy chodnikiem, a ono uparcie ucieka w stronę jadących samochodów? Nie radzisz sobie, kobieto! Wszystkie inne dzieci słuchają grzecznie swoich rodziców, tylko nie Twoje…

Dodaj do tego bałagan w mieszkaniu, który nie znika i tatusia, który z kolei znika zbyt często – obraz nędzy i rozpaczy. Jedna wielka macierzyńska porażka, która tylko Tobie się przydarza! No i jeszcze mi… i KAŻDEJ MATCE na tym porąbanym świecie… Wszystkie tak myślimy, przynajmniej raz dziennie czujemy się bezradne, zmęczone, przytłoczone ogromem obowiązków, które dźwigamy na naszych barkach. Nic nowego? A jednak jakoś każdej matce głupio się przyznać, że siedzi po uszy w gównie…

Nie szukaj pomocy i zrozumienia u bliskich

Stało się. Czujesz, co czujesz i wmawianie sobie, że jest inaczej (lepiej niż w rzeczywistości) nic nie daje… Coraz częściej myślisz o sobie „wyrodna matka”. Od własnej mamy czy teściowej usłyszysz, że kiedyś nie było pampersów czy zmywarek, a mężowie nic nie pomagali, bo wiecznie w robocie siedzieli – z takimi argumentami nie ma co dyskutować. One dawały radę. Ba! Ich dzieci (czyli de facto Ty bądź Twój mąż/partner) NIGDY nie robiły takich „cyrków” w sklepie, a na imieninach u cioci siedziały cichutko w kącie, tak że dorośli mogli spokojnie porozmawiać. One nie były zmęczone, sfrustrowane macierzyństwem, a czegoś takiego jak depresja to w ogóle na świecie nie było!

A Ty? Dalej masz czelność mówić, że jest Ci źle? Ojciec dziecka jedzie z Tobą na tym samym wózku (czyżby?), to może on przynajmniej w jakimś stopniu Cię zrozumie? Jak już przełamiesz wstyd i zdecydujesz się przyznać do własnej bezsilności to w najlepszym wypadku możesz liczyć na spojrzenie w stylu „ale o co Ci chodzi?”. Moje „ulubione” stwierdzenie, jakie zdarza mi się słyszeć przy okazji narzekania na to czy tamto to: „nie przesadzaj”. Mówią to osoby mi najbliższe, od których jeszcze jakiś czas temu oczekiwałam wsparcia i zrozumienia. Teraz oczekuję, by dali mi święty spokój!

.

„Siedzenie” w domu z dzieckiem

Od przeszło pięciu lat nie widzieli mnie w robocie. A to macierzyński, a to wychowawczy, a to ciąża i pyk – zwolnienie L4. Tak się złożyło, że dzieci rodziłam jedno po drugim, w niewielkim odstępstwie czasowym, więc co robię? Ano „siedzę” z nimi w domu. Normalnie koń by się uśmiał! „Siedzę” z dziećmi w domu, ogarniesz to? Bo ja przestałam ogarniać! Niechodzenie do pracy i wychowywanie kolejnego pokolenia ludzkości (czyt. zapierdzielanie 24h na dobę) nazywa się „siedzeniem w domu z dzieckiem”. Na taki pomysł musiał wpaść chyba tylko facet! A jak jeszcze było mu mało, to wziął i macierzyński nazwał „urlopem”, ha ha ha! Boki zrywać!

Każda matka doskonale wie, że przy dziecku nie ma siedzenia. Niezależnie od tego, czy ma się jedno, czy czwórkę… „Dlaczego tu jest niepozmywane? Cały dzień siedzisz w domu i pozmywać nie możesz?” – kiedyś od takich tekstów cała kipiałam w środku. Z czasem nauczyłam się je olewać z góry na dół i zostawiam pole do popisu mojemu mężowi. Tak, żeby bohatersko mógł się szczycić przed znajomymi i rodziną, że wychodząc do pracy zostawia mi czystą kuchnię, a kiedy wraca znowu gary ze zlewu się na niego wylewają i zaś musi sprzątać… A jak zostaje sam z dzieciakami w domu (dwie godzinki góra!), to potem chełpi się, że dziewczynki były taaakie grzeczne, bawiły się cichutko cały czas jak mamy nie było, tak że wszystko elegancko ogarnął (w domyśle: posprzątał kuchnię). „Tylko do domu wrócisz, a one od razu zaczynają jęczeć” – czasem takim tekstem dostanę po pysku. Mogę nie wracać… (?)

SUPERMAMA jest rozczarowana

Nigdy nie myślałam, że będą kiepską matką. Wprawdzie nikt mi nie wcisnął w dłonie instrukcji obsługi małego człowieka (trochę siebie tym usprawiedliwiam), ale jakąś tam wizję mojego super-hiper-zajebistego macierzyństwa miałam na końcu głowy (przeczytaj: Obiecanki-cacanki przyszłej matki – moje TOP 5). Niezależnie od tego, czy społeczeństwo tego ode mnie wymagało, chciałam być najlepszą Bajeczną Mamuśką pod słońcem. Dla moich dzieci na pewno taka jestem! Bez względu na wszystko…

Jednak nie zamierzam ukrywać rozczarowania, bo nie tak to wszystko powinno wyglądać! Zmęczenie, monotonia, niechęć do wszystkiego, brak snu, ubezwłasnowolnienie, mózg otępiały i kręgosłup odmawiający posłuszeństwa – to tylko niektóre odczucia, jakie kojarzą mi się z macierzyństwem. No i może jeszcze ukrywanie się po kątach (jak jakiś intruz), co by chwilę odetchnąć od ciągłych krzyków i kłótni, kto zaczął pierwszy… Rozumiesz, co mam na myśli? Za każdym wypowiadanym słowem „maamooo” kryje się potrzeba do spełnienia i tylko mama może podołać zadaniu. A mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych? 

Pociąg zwany „macierzyństwem”

Dzisiejsze matki to tylko narzekają, jak im ciężko i źle” – powiedziała jedna z babć siedząca na placu zabaw z wnuczkiem (dwie godzinki góra!). Takie sobie znalazłam hobby: narzekanie. A Ty, droga babciu, nie będziesz narzekać, kiedy utkniesz w szczerym polu w nieklimatyzowanym pociągu w środku upalnego lata na kilka godzin? Założę się, że tak! Nikt Ci w sumie nie powiedział, że tak może się wydarzyć, a jednak… Teraz wszyscy powtarzają, że „to minie i zaraz pojedziecie”, ale „mijają” to co najwyżej kolejne godziny w skwarze i coraz większej złości. Ja właśnie jadę takim pociągiem, albo raczej stoję gdzieś w polu, bo nikt mnie nie uprzedził, że w pewnym momencie może zabraknąć prądu. Mój pociąg nazywa się „macierzyństwo” i sama właściwie nie wiem, kiedy ruszy dalej. Ty wiesz?

Na zakończenie pokrzepiająca myśl, która wpuszcza iskierkę nadziei w dołujące teksty tego typu: Macierzyństwo to forma masochizmu. No dobra, nie wybrzmiało to jak pocieszenie, ale zapewniam Cię, że dalej będzie już tylko lepiej… Zdecydowałam się na to dobrowolnie, każdego dnia dostaję w kość, momentami zaklinam się „po co mi to było?”, ale finalnie i tak dochodzę do wniosku, że nie zamieniłabym tego za żadne skarby świata. Kiedy spoglądam w te małe-wielkie oczy i widzę najszczerszy na świecie uśmiech, który jest dedykowany tylko dla mnie, czuję się szczęściarą. Jestem też szczęściarą, bo usiadłam… w końcu!

Jeśli chcesz sobie trochę ponarzekać – śmiało! Zostaw komentarz!

Czytaj: Skrzywdziłam swoje dzieci nazywając je…
Czytaj: Obiecanki cacanki przyszłej matki – moje TOP 5
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki/

PODZIEL SIĘ tym wpisem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny.