fajny-blog-o-macierzynstwie

Witaj w moim bajecznym świecie!

Niech ta nazwa, broń Boże, Cię nie zwiedzie! Do księżniczki w bufiastej sukni i porcelanowych pantofelkach mi daleko, a mój dom w niczym nie przypomina baśniowego zamku na szczycie złotej góry. Nawet gdy bardzo mocno zmrużę oczy, wytężę na maksa wyobraźnię, jedną ręką przysłonię stertę garów łypiących na mnie ze zlewu, a drugą rozsypane po całym pokoju klocki (które daję słowo! przed paroma sekundami pozbierałam do pudełka). No cóż… Ale wiesz co?

Bardzo się z tego cieszę!

Moich luźnych dresów, przyciasnego mieszkanka i trójki niesfornych dzieciaków (czwórki, jeśli liczyć mojego męża), nie zamieniłabym na żadną inną bajkę. Chociaż każdego dnia moja cierpliwość wisi na włosku, a ja już nie raz łapałam za telefon, by zamówić taksówkę do wariatkowa (nie żartuję!), to i tak wieczorem kładę się do łóżka z myślą: eee nie było tak źle… ja żyję, oni żyją, 500 plus wpłynęło…

OK, ale co dalej?

Tak sobie siedzę na wychowawczym i nic nie robię, pewnie wiesz jak to jest 😉 Dzieciaki same się ogarniają, tyłki sobie podcierają, gotują pełnowartościowe zupki. Mieszkanie całe wysprzątałam jeszcze przed śniadaniem, toteż miałam trochę czasu na wypalenie z gliny doniczek dla siebie i pięciu sąsiadek. Do tego przed obiadem zamierzam upiec chleb razowy i otworzyć własną fabrykę kosmetyków wege. Żeby jednak całkowicie nie uschnąć z nudów po obiedzie, wymyśliłam, że wypadałoby zrobić coś jeszcze! W pierwszej chwili pomyślałam o założeniu hodowli pszczół, ale mieszkam w bloku, więc dupa z tego…

Wiem! Eureka!

Że też moja mądra głowa, która tyle szkół skończyła, nie wpadła na to wcześniej? Będę pisać bloga o macierzyństwie! W końcu to takie modne ostatnimi czasy! Czy usłyszałam właśnie uroczyste fanfary? Przysięgłabym, że dzwon na Wawelu się odezwał… a mieszkam na przedmieściach Trójmiasta. Dobra, już kończę te wygłupy! A może dopiero zaczynam?

Ale gdzie moje maniery?

Nie przedstawiłam jeszcze swojej jakże skromnej osoby… Nazywam się Sylwana (teraz zapewne jeszcze raz czytasz moje imię zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze przeczytałaś). Pozwól zatem, że powtórzę większymi literami… jestem SYLWANA i bardzo się cieszę, że ktoś to czyta! Kobiety o wiek się nie pyta i tego będziemy się trzymać! Napiszę krótko, że należę do tego pokolenia, które pamięta dzieciństwo spędzone na trzepaku i na graniu w gumę pod blokiem, kiedy Cartoon Network nadawali tylko po angielsku. Palec pod budkę, bo za minutkę zamykam budkę na złotą kłódkę… Jeśli właśnie magicznie odleciałaś myślami w przeszłość, to przybijam Ci wirtualnego żółwika, rówieśniczko! Więcej o mnie przeczytasz tutaj.

Pewnie się zastanawiasz, po co mi to wszystko?

Paradoksalnie (tylko się nie śmiej!) po to, aby oderwać się od codziennej rutyny i na chwilę zapomnieć o kupach w pieluchach, ciągłym obieraniu jabłek i poszukiwaniu zaginionych skarpetek. Wiem – brzmi niedorzecznie, ale każda Mama wie o co chodzi 😉 Domyślam się, że Ty też potrzebujesz odskoczni od szarej rzeczywistości… Zostań ze mną, a wspólnie będziemy się śmiać i płakać z naszych matczynych wpadek i sukcesów (jeśli takie będą, hehe). Zostaw mi do siebie maila, a wyślę Ci powiadomienie o kolejnym błyskotliwym tekście, który wyjdzie spod mojego wirtualnego pióra. No, nie daj się dłużej prosić! Zapisz się!

.
Znajdziesz mnie też na Facebooku i Instagramie!
Polub Fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki/
Obserwuj: https://www.instagram.com/wspomnieniajakzbajki/

Pokolenie naszych dzieci nie ma lekko

Ośmielę się stwierdzić, że my sami jako rodzice też lekko nie mamy… Pogoń za pieniądzem – mieć więcej, by żyło się lepiej (brzmi jak slogan polityczny – niechcący tak wyszło). Chcemy tym naszym dzieciom zapewnić jak najlepsze dzieciństwo, bo sami takiego nie mieliśmy. Ale co tak naprawdę im fundujemy? Rano pobudka, zawozimy dzieciaki do szkoły (przedszkola), sami jedziemy do pracy, wracając robimy szybkie zakupy (które w rezultacie wcale takie szybkie nie są), odbieramy dzieciaki, pichcimy obiad na szybko, odpoczywamy przed telewizorem lub komputerem (bo przecież należy nam się chwila świętego spokoju), bardziej ambitni przeznaczają ten czas na ogarnięcie „jako tako” bałaganu (który powiedzmy sobie szczerze – odkąd w domu urzędują dzieci, nie odpuszcza ani na chwilę), a potem to już z górki… dzieciaki do mycia, kolacja, dzieciaki do spania, my do mycia, my do spania (kolejność dowolna).  Ręka w górę, kogo dzień przebiega właśnie według takiego schematu!

I masz babo placek! Dopadła mnie nostalgia…

Może faktycznie nasze dzieciństwo (pokolenie pegazusa) nie było usłane różami, a naszym starym często „brakowało do pierwszego”, ale (nie wiem jak Ty) ja bym się nie zamieniła z moimi dziećmi na czasy, w jakich żyjemy. Gdybym złowiła złotą rybkę (a mieszkam nad morzem, więc jakieś tam szanse są na to), a ona zapytałaby mnie o trzy życzenia, to nawet przez myśl by mi nie przeszło prosić o dzieciństwo w obecnych „lepszych” czasach. Bo zajebiście to było kiedyś! Całe wakacje od rana do późnego wieczora spędzało się na podwórku (a nie w basenie hotelowym na Krecie, choć do morza jest kilka kroków – znam takie przypadki!). Największą frajdą było jeżdżenie na rowerze wkoło bloku (codziennie wkoło tego samego bloku), po tych samych dziurach, a w deszczowe dni po tych samych kałużach (bo nikt nie siedział w domu, kiedy padał deszcz). Współczesne dziecko pewnie by się zdziwiło, jakie zabawy wymyślaliśmy… W końcu placów zabaw nie było więcej niż samych drzew na osiedlu (jak to bywa dzisiaj).

Nowy program Wspomnienia Plus

Podobno w internecie nic nie ginie… Przeciwnie do mojej głowy, skąd wspomnienia ulatują równie szybko jak koliberek napiernicza swoimi maleńkimi skrzydełkami. Wiedziałaś, że to jedyny ptak na świecie, który potrafi latać do tyłu? Taka ciekawostka 😉 Ponieważ macierzyństwo od jakichś dobrych pięciu lat rządzi moim życiem, to wpisy, które niebawem się tutaj pojawią będą krążyć gdzieś pomiędzy: „Jestem beznadziejną matką, nie patrzcie na mnie!” a „Jestem super matką, klękajcie narody!” Potrzebuję takiej wirtualnej terapii, bo na prawdziwą w cztery oczy mnie nie stać albo wstydzę się, czy coś… Nie zabraknie tu oczywiście moich osobistych wspomnień (nazwa bloga zobowiązuje!). W końcu wspomnienia to relikwie, które każda mama powinna pielęgnować jak brzuch w ciąży. Będzie śmiesznie, sarkastycznie, ironicznie, refleksyjnie, inspirująco i wiele innych trudnych słów, których znaczenia sama do końca nie rozumiem. A i na męża na pewno sobie ponarzekam… Wprawdzie póki co jest grzeczny i jak to się mówi „ogarnia gnojowisko”, ale dobrze wiemy, że to tylko kwestia czasu, kiedy puści bąka w nieodpowiednim momencie (jestem czujna). No co? Mój ci on jest!

To jak, jesteś ze mną? 🙂
Skrobnij komentarz na dole, co bym wiedziała, że ktoś to przeczytał, a ja nie piszę grochem o ścianę

PODZIEL SIĘ tym wpisem!

12 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny.