ciaza-ciaza-i-ciaza

Ciąża, ciąża i ciąża

O swoich ciążach mogłabym napisać książkę (o co już zresztą byłam pytana, dziękuję, to mi bardzo schlebia). Początkowo chciałam każdą (a było ich w sumie trzy) opisać oddzielnie. Ale szybko dotarło do mnie, że wtedy to tylko ja to przeczytam, a i co do tego nie mam pewności. Bo kogo to wszystko obchodzi? O czym tu pisać? Rośnie brzuch, w brzuchu bąk i koniec historii… Jednak jak tak bardzo mocno wytężę swoją pamięć i sięgnę do moich zapisków ciążowych (żartuję, nie mam czegoś takiego, choć przydałyby się teraz), to śmiało mogę stwierdzić, że każda moja ciąża (a było ich w sumie trzy – wiem, już o tym wspominałam) na swój sposób była inna. Czy Cię to zaciekawi, to już ocenisz sama…

Dobry start

Znienawidzisz mnie, na bank! Niemniej jednak muszę o tym napisać, bo bardzo chcę 😛 Moje ciało zostało stworzone do rodzenia dzieci. Tak, napisałam dokładnie to, co właśnie przeczytałaś! Biodra mam tak szerokie, jak stąd do kubka z moją zimną już kawą (czyli jakieś 45 cm). Jestem wysoka, a do tego szczupła (co przy tych moich biodrach jest raczej odstępstwem od normy). Cycki zawsze miałam ponad przeciętną klasową (w podstawówce to było przekleństwo, w liceum zbawienie). Nic, tylko dzieci rodzić… Choć mówią, że uwarunkowania cielesne to nie wszystko, to ja i tak jestem zdania, że bardzo pomagają i jakieś tam znaczenie niewątpliwie mają! Zgadzasz się?

Stan błogosławiony

Moja pierwsza ciąża to same powody do dumy, nie żartuję! Już w piątym miesiącu rzuciłam pracodawcy zwolnienie L4 na biurko i z wielkim uśmiechem na twarzy pomachałam na do widzenia. Uwierz mi, też byś tak zrobiła, gdybyś codziennie użerała się z petentami w urzędzie skarbowym. Raz jeden jedyny wyrzygałam pierogi mojej teściowej (przypadek?) popite barszczem czerwonym z torebki. A tak poza tym to mdłości omijały mnie szerokim łukiem. Całe szczęście! Jadłam, co chciałam. Byłam szczupła, bo po kochanej mamusi (przeogromne Bóg zapłać!) odziedziczyłam odpowiednie geny.

Byłam młoda, to i chciało mi się więcej, niż obecnie. Chodziłam na długie spacery, a raz w tygodniu na zajęcia a’la sportowe w szkole rodzenia (takie tam skłony, przysiady i rozciąganie). Pochwalę się nawet, że w środę byłam na takich zajęciach, a w następny poniedziałek na świat przyszła moja córka. Aktywność fizyczna do samego końca! Czy ja dobrze widzę, że wszystkie fit-mamy oklaskują mnie teraz na stojąco? Gdyby nie rosnący brzuch i brak konieczności chodzenia do roboty, pewnie bym nawet nie wiedziała, że jestem w ciąży… O ile dobrze pamiętam, przytyłam jakieś 11 kilogramów. Urodziłam i już po tygodniu wyglądałam, jak sprzed ciąży (a przynajmniej tak mi się wydawało). Sama sobie zazdrościłam!

.

Stan mniej błogosławiony

Kiedy po raz drugi dostąpiłam zaszczytu noszenia pod sercem nowego istnienia, mój świat wyglądał już nieco inaczej niż za pierwszym razem, chociażby dlatego, że już jedno dziecko miałam (dwoje, jeśli liczyć męża). Dalej jadłam wszystko, na co miałam ochotę, ale za to ruchu miałam zdecydowanie mniej. Spacery z wózkiem owszem były, ale już nie takie długie i nie tak często. Zajęcia w szkole rodzenia nie wchodziły w grę, bo mąż pracuje w trybie zmianowym i raz bym była, a raz nie (a tego nie lubię). Dziadkowie daleko, więc niuni nie było z kim zostawić ani na krótką chwilę. Do tego wszystkiego moja pierworodna uparła się, że będzie się każdej nocy budzić po kilka razy i nie zaśnie, dopóki jej mamusia nie ponosi przynajmniej pół godziny na rękach. Nie byłam w tym tak zaprawiona jak jestem teraz, więc ogólnie wszystkiego mi się w ciągu dnia odechciewało… Niewyspana, zmęczona, a do tego ciężka (bo “mała” urodziła się z wagą niespełna 4700g), niewątpliwie czułam, że nie jest tak kolorowo jak było za pierwszym razem…

Stan w ogóle niebłogosławiony

Nie będzie niespodzianki, jeśli napiszę, że za trzecim razem było najgorzej… Z tej ciąży mam najmniej wspomnień (chyba tylko dlatego, że mój mózg wyparł to co złe gdzieś głęboko w otchłań zapomnienia). Pierwszy trymestr, w którym zwykle ciężarna jest osłabiona i najchętniej tylko by spała, był dla mnie (mówiąc delikatnie) kiepski. Mąż wybywał do roboty (bo zarobić na wyżywienie tych wszystkich gęb trzeba), a ja zostawałam sama z dwójką małych dzieci. Moja bateria nieustannie migała, że jest wyczerpana. Jak tylko chciałam ją choć trochę naładować (czyt. zdrzemnąć się), to starsza córka skakała po mnie w najlepsze, a młodsza znalazła sobie równie “świetną” zabawę: ciągać matkę za kudły. I tak przez pół dnia…

Z układania klocków na leżąco mogłabym napisać doktorat, podobnie zresztą jak z kolorowania malowanek z zamkniętymi oczami. Z niecierpliwością oczekiwałam drugiego trymestru, kiedy zmęczenie minie i na pewno będzie lepiej! Nie wzięłam tylko pod uwagę, że jak w drugiej ciąży wstawałam w nocy do jednego dziecka, tak teraz muszę wstawać do dwójki! Bo przecież maluchy wszystkich sąsiadek dookoła od trzeciego miesiąca życia przesypiają całe noce. Tylko moje to jakieś uparte nocne marki, które wolą jęczeć aniżeli spać. Z kolei trzeci trymestr obdarował mnie nie lada niespodzianką – żylakami sromu i pachwiny! Nie będę Ci obrzydzać życia i nie napiszę o tym ani słowa więcej! Wspomnę jedynie, że stanie w miejscu dłużej jak pięć minut czy chodzenie było jedną wielką modlitwą o miłosierdzie…

Jaka jest puenta tej historii?

Fajnie byłoby zakończyć jakoś tak pokrzepiająco i radośnie, dając nadzieję innym przyszłym mamom, ale chyba nie tym razem… Każda ciąża jest cudem, ale też wykańcza nosicielkę. Na czwartą ciążę na pewno świadomie się nie zdecyduję. Głównie dlatego, że mam po dziurki w nosie użeranie się z obecną trójką (czwórką, jeśli liczyć męża). Ale też dlatego, że te nieszczęsne żylaki powrócą do mnie jak bumerang i uderzą z podwójną siłą. Tak przynajmniej twierdzi mój ginekolog, a ja muszę mu wierzyć na słowo (na własnej skórze nie zamierzam tego sprawdzać). Tak czy siak, wszystkim ciężarnym paniom życzę wytrwałości i pogody ducha! Później będzie już tylko gorzej…

A Ty ile ciąż masz już za sobą? 
Jak je wspominasz? Luzik, lajcik czy raczej koszmar z ulicy Wiązów?
A może niedawno dowiedziałaś się, że zostaniesz mamą? Jeśli tak, to zapraszam Cię do grupy Bajecznych Mamusiek na FB, gdzie w kameralnym zaciszu i z pełną dyskrecją otrzymasz odpowiedzi na nurtujące Cię pytania. Mamuśki, które stan błogosławiony mają już za sobą, na pewno chętnie pomogą!
Link do grupy: https://www.facebook.com/groups/315760255968881/

Czytaj: „CHYBA RODZĘ”, czyli mój pierwszy raz na porodówce
Czytaj: Wspomnienia z cesarki
Polub fanpage: https://www.facebook.com/wspomnieniajakzbajki/

PODZIEL SIĘ tym wpisem!

9 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny.